
Upuszczanie krwi, lewatywy, opary rtęci, przykładanie pijawek i głodówki. Chcielibyście być tak leczeni? Nie? Przecież wraca moda na alternatywne sposoby leczenia, a to tylko niektóre metody leczenia sprzed stu kilkudziesięciu lat. Poczytajmy o nich, zacni beneficjenci nowoczesnej medycyny.
REKLAMA
Właściwie tytuł książki jest trochę krzywdzący dla opisywanych w niej postaci. Szarlatan to przecież oszust, ciągnący zyski ze swoich rzekomych umiejętności, a przecież dawni lekarze stosowali najnowsze zdobycze wiedzy swoich czasów. Jeśli więc ich umiejętności nie były zbyt imponujące, to nie wynikało to z ich nieuctwa, czy wykorzystywania ludzkiej niewiedzy, ale właśnie z poziomu, na jakim znajdowała się ówczesna medycyna. To tylko my, znając skutki niektórych ze stosowanych wówczas terapii i znając przyczyny chorób, uważamy siebie za wszechwiedzących i mądrych. A przecież za sto czy dwieście lat czytelnicy nam podobni będą naśmiewać się z naszej medycyny, uważając naszych wybitnych medyków za zwykłych oszustów. Cóż, tacy już jesteśmy i nic na to nie poradzimy.
Prawdopodobnie waśnie z tego powodu, książka ta pisana jest z dużą dozą humoru. Z jednej strony bowiem jest to opracowanie historyczne, z drugiej książka, której trudno nie czytać z uśmiechem na ustach. Jakże tu bowiem nie śmiać się z najszybszego chirurga w Londynie, który w czasie jednej operacji wykastrował przez przypadek swojego pacjenta, w czasie drugiej zaś pozbawił palców swojego pomocnika? Albo o przekonaniu, iż zawieszone na szyi łasicze jądra będą świetnym środkiem antykoncepcyjnym? Po każdej stronie wzdychałem zadowolony, iż żyję w czasach, kiedy nikt nie wpadnie do głowy na pomysł zrobienia mi oczyszczającej lewatywy z dymu tytoniowego. Doprawdy, życie w XXI wieku stanowi istne dobrodziejstwo.
Pamiętajmy o tym, zwłaszcza kiedy ktoś namawia nas na zjedzenie jakiejś rośliny w przekonaniu, że leczy nowotwór.
