
Mierzący zaledwie 155 cm wzrostu Henryk Sienkiewicz starał się wstąpić do powstańczego oddziału. Odrzucony w kolejnych latach tworzył postacie Wołodyjowskiego i Podbipięty. Takie i inne anegdoty znajdziemy w książce Piotra Łopuszańskiego.
REKLAMA
Jak uczyć historii literatury, by nie zniechęcać uczniów? Twarde wbijanie do głowy, przez realizację zwykłych podstaw programowych, powoduje, iż młodemu człowiekowi klasyka kojarzy się z czymś nudnym, z czymś, przez co trzeba przebrnąć, nauczyć się podstawowych o tym wiadomości, uzyskać dobrą ocenę i zapomnieć. Jeśli jednak chcemy zachęcić ucznia i czytelnika do pierwszego lub ponownego sięgnięcia po klasyków, należy ukazać wielkich pisarzy jako zwykłych ludzi, ludzi z krwi i kości pokazać specyfikę czasów, w jakich przyszło im tworzyć.
Piotr Łopuszański zdaje się doskonale rozumieć tę starą prawdę. Jego Warszawa literacka przełomu XIX i XX wieku to przede wszystkim zapis trzech epok literackich, co sprawia, że książka ta może być świetnym uzupełnieniem, jeśli nie zamiennikiem, podręczników szkolnych. W tej książce znajdziemy zarówno przełamywanie stereotypów, jakie powszechnie krążą o naszych tuzach literackich, a także prostowanie wszelkich przekłamań, tworzonych z potrzeb politycznych czy zwykłej niewiedzy i niechęci, a które to przekłamania zagościły już trwale w świadomości wielu z nas. Czy jest ona odkrywcza? Prawdopodobnie dla specjalistów od literatury nie, ale dla zwykłego, szarego Kowalskiego już tak. I to waśnie do zwykłego czytelnika kieruje Autor swą książkę. Uzupełniona o liczne anegdoty, nie nuży i sprawia, że czytelnik sięgnie ponownie po zapomnianą klasykę, by przekonać się, iż faktycznie Trylogii brakowało korekty redakcyjnej, przez co pan Zagłoba przedstawiał się dwojga imionami i nawet w jednej książce.
A to też jest cenne.
