
Plan był prosty. Wywołać, dzięki politycznemu zabójstwu, zamieszki na tyle groźne, że ich stłumieniem musiałoby zająć się wojsko. Wprowadzony stan wojenny miał zaś zniweczyć plany likwidacji apartheidu. Spiskowcy ustalili listę niebezpiecznych dla ich ugrupowania czarnoskórych polityków. Z niewiadomych przyczyn skupili się na numerze trzecim. Był to Chris Hani.
REKLAMA
Jeden pistolet kalibru 9 mm, tłumik i trzy naboje. Tyle dostał Janusz Waluś od swego partyjnego zwierzchnika Clive`a Derby-Lewisa. Już to powinno wzbudzić w emigrancie z Polski nieufność. Szeroki spisek i takie problemy? Nie mówiąc już o tym, że pozostawienie numeru jeden na liście spiskowców, to jest Nelsona Mandeli, było, delikatnie ujmując, decyzją nieprzemyślaną. Mandela, nastawiony na rozmowy pokojowe, był w stanie, i tak to się stało, uspokoić nastroje tłumów, czego nie gwarantowała osoba Chrisa Haniego. Tak wic zarówno wybór celu do zlikwidowania, zasoby materialne, a także przeprowadzenie zamachu i ucieczka z jego miejsca pozostawiała wiele do życzenia. Oczywiście spiskowcy nie mieli doświadczenia w tego typu akcjach, jednak do wyeliminowania części błędów wystarczyła jedynie umiejętność logicznego myślenia.
Kim jest Janusz Waluś. Dla jednych to zwykły morderca, dla innych ikona, rycerz bez skazy i żołnierz wyklęty. By lepiej zrozumieć tę postać, Cezary Łazarewicz postanowił porozmawiać z samym zainteresowanym, jego rodziną i przyjaciółmi. Intencją Reportera było przedstawienie uczciwego wizerunku człowieka, który chciał zastopować upadek apartheidu. Poznajemy sobie więc dorastanie Walusia w Polsce, gdzie naszemu bohaterowi nie żyło się wcale źle, historię jego rodziny, jak również poznajemy jego motywy wyjazdu do najbardziej rasistowskiego kraju XX wieku. Jawi się nam więc Waluś, jako zdecydowany antykomunista, który świetnie znajdował się i prosperował w komunistycznej Polsce, mężczyzny, który przez kilkadziesiąt lat nie był w stanie uregulować swego statusu rodzinnego, outsidera i radykała, który szukał uznania sobie podobnych. Nic dziwnego, że osoba Clive`a zaimponowała Walusiowi. Postać nieciekawa i zastanawiam się jak ktoś taki mógł komukolwiek zaimponować. Gusta jednak ludzkie są tak złudne, że chyba nie ma sensu nad tym się zastanawiać. Jest jednak coś, co każe nam zatrzymać się na chwilę koło samego Walusia.
Brak skruchy. Janusz Waluś w dalszym ciągu uważa się za żołnierza na wojnie. Dziwna ta wojna, skoro prawie 70% afrykanerskiej ludności RPA chciało likwidacji apartheidu. Sam zainteresowany twierdzi, że rasizm jest mu obcy, jednak, czego nie zauważył, lub nie chciał zauważyć, Łazarewicz, jego rasistowskie podejście zdradza jedno słowo. Słowem tym jest „ale”. Nie jestem rasistą, ale…. Często po tym „ale” słyszymy rasistowską odzywkę graniczącą z chamstwem. I pewnie sam Waluś mógłby czuć się urażony, nie mniej jednak rasizm jest chyba najmniej dotkliwym zarzutem, jaki padł i padnie jeszcze w pisanym właśnie tekście. Bowiem Waluś jest naiwny. Bardzo szybko uwierzył w powszechny spisek (czyżby nie słucha rozmów zwykłych afrykanerów?) i równie szybko uwierzył w sztuczkę teamu: zły i dobry policjant, dzięki czemu policja miała ułatwione zadanie. Zastanawiam się czy ta naiwność przełoży się na zaufanie wobec tzw. prawicy, która przecież zbierała fundusze na sfinansowanie procesu o jego przedterminowe zwolnienie. Inicjatorka tej akcji, a prywatnie żona Clive`a Derby Lewisa nie mogła doprosić się rozliczenia kwot uzyskanych ze sprzedaży portretu „ostatniego wyklętego z RPA”. Z drugiej strony dochodzimy do dość ciekawej sytuacji. Fani oszukali swoją ikonę. Można by rzec, że jaka ikona, tacy fani.
Istnieje niebezpieczeństwo, że Waluś wróci do Polski. Rząd RPA nie może bowiem w nieskończoność lekceważyć wyroku sądu (co chyba zaskoczy zwolenników „dobrej zmiany” uznających prymat woli ludu nad prawem) i w końcu wyjdzie on na wolność. Martwi mnie, że do panteonu polskich rasistów dojdzie jeszcze jeden. Niemniej jednak ciekawy będzie patronat mordercy politycznego nad tzw. polską prawicą. A jeśli jeszcze obecnie rządzące ugrupowanie zacznie hołubić Walusia, to wyrządzi nieodwracalne szkody wizerunkowi naszego kraju.
A to już poważna sprawa.
