Weronika Wawrzkowicz-Nasternak
Marta Stacewicz-Paixao
Lizbona, miasto, które przytula
Weronika Wawrzkowicz-Nasternak Marta Stacewicz-Paixao Lizbona, miasto, które przytula Wydawnictwo Wielka Litera

Pamiętacie Imagine? Film Andrzeja Jakimowskiego, którego akcja toczy się w lizbońskim ośrodku dla ociemniałych? Pracował w nim młody człowiek, który uważał, że każdy niewidomy może zachowywać się jak człowiek widzący. On to właśnie wychodził, wraz z innymi pacjentami na spacer po Lizbonie. Mieście, które zachwalają Weronika Wawrzkowicz-Nasternak i Marta Stacewicz-Paixao.

REKLAMA
Jeśli spodziewałeś się drogi czytelniku, że książka ta będzie kolejnym przewodnikiem w stylu Pascala, to srodze się zawiedziesz. Przede wszystkim jest to zbiór wrażeń Autorek, choć nie tylko, z pobytów w tym mieście. Nie znajdziemy więc obowiązkowych punktów, które każdy powinien zobaczyć. Tak naprawdę to, co książka ta proponuje, jest zaprzeczeniem współczesnego zwiedzania. To nie jest program dla kogoś, kto ma tylko kilka dni pobytu w tym mieście. To też nie książka dla tych, którzy podróżują po świecie wzorem japońskich turystów. Dla kogo jest więc przeznaczona? Dla ludzi, którzy chcą wracać, którzy chcą powolnie wejść w to miasto, poznać ludzi i kuchnię. A potem wrócić do siebie i tęskniąc, odmierzać czas do ponownej wizyty.
Nie chcę przedłużać moich dywagacji. Tej książki nie da się opowiedzieć, ją po prostu trzeba przeczytać. Z lektury dowiedziałem się, że portugalski jest językiem, który wymaga ułożenia ust jak do pocałunku, dlaczego nie smakowała mi portugalska kawa, którą przyrządziłem w zwykłej włoskiej kawiarce i piłem bez dodatków, dlaczego też tak smakowało mi portugalskie wino i zachęciło, jak na razie bez większych sukcesów, do zrobienia Baby de carmelo. I zachęciła do wyjazdu, choćby na kilka dni do Lizbony. Choćby po to, by wypić kawę u Sandry w Cafe do Electrico.
Tak jak bohaterzy Imagine.