
REKLAMA
„Dawno, dawno temu, będzie ze sto lat, żyła sobie dziewczynka, mroczna i groźna jak burza. Była Rosjanką, a choć włosy, oczy i paznokcie miała zawsze ciemne, mroczniała niczym burza tylko wtedy, gdy uważała to za konieczne. Czyli dość często. Na imię miała Fieodora.”
Tak zaczyna się najnowsza powieść Katherine Rundell – brytyjskiej pisarki, której poprzednie książki – „Dachołazy” czy „Odkrywca” ukazywały bogatą wyobraźnię jej autorki i pokazywały dzieci i młodsze nastolatki walczące o swoje marzenia, plany, o to, co uważały za słuszne. I choć umieszczała swoich bohaterów w nieciekawych warunkach, potrafiła przedstawić to tak, że świat widać było tylko przez oczy rozentuzjazmowanych i zdeterminowanych dzieci, w kolorowych barwach.
Tak też jest z „Wilczerką”. Fieodora – lub raczej Fieo, jak woli, by się do niej zwracać – jest trenowana przez swoją matkę na wilczerkę. Sama uwielbia to zajęcie – trenowanie wilków, by te mogły wrócić do dziczy. Jednak jest to zajęcie nietypowe, a dziwne rzeczy zawsze przyciągają uwagę tych, którzy boją się inności.
Generał Rakow aresztuje jej matkę i wydaje nakaz zabicia wilków – które dla Fieo są niczym rodzina. Fieo jest nieustraszona i coś takiego, jak żołnierze carscy polujący na nią w lesie, jej nie przestraszy. Wraz z pomocą swojego kolegi, Ilii, a także trójki wilków rusza do Sankt Petersburga, by odzyskać matkę i zemścić się na Rakowie.
Katherine Rundell tym razem na warsztat bierze stare baśnie rosyjskie. Niektórzy widzą w historii Fieo wariację na temat Czerwonego Kapturka – i cóż, taka interpretacja łatwo może się narzucić, szczególnie, gdy zwróci się uwagę na kolory pojawiające się w „Wilczarce” czy na samej okładce. Jednocześnie jednak bardziej niż o Złym Wilku polującym na Czerwonego Kapturka, jest to bajka o rewolucji.
O rewolucji dwojakiej. Z jednej strony rewolucji rosyjskiej, która rozpocznie się już niedługo, a której zapowiedzią jest młody Aleksiej, głoszący hasła walki z bolszewikami. Zresztą samo nazwisko Lenina pada gdzieś w rozmowach, ale raczej jako dowód, że ta jego rewolucja to w odległej przyszłości, a jeżeli cokolwiek ma się zdarzyć, to oni sami muszą się za to zabrać. Z drugiej zaś to rewolucja w rozumieniu baśniowym – czyli o samą siebie. Fieo walczy z systemem, by uratować tych, których kocha i o których się troszczy. O inne rozumienie czy traktowanie zwierząt, o zmianę traktowania środowiska.
Zresztą o samych wilkach warto wspomnieć – Rundell z wyczuciem pokazuje relacje człowieka ze zwierzętami. Dobrze, że udało jej się uniknąć infantylizowania wilków, ich zbytniego uczłowieczania. Na szczęście Fieo co jakiś czas powtarza, że wilki to dzikie zwierzęta, że nie należy ich oswajać i w zasadzie dość rozsądnie ukazała związki Fieo z wilkami (lekko tylko ubarwiając tam, gdzie wymaga tego struktura baśni).
„Wilczerka” to idealna pozycja dla młodszych czytelników, pokazująca, że o swoje wartości i przekonania warto walczyć. Fieo jest przykładem bohaterki, która nie lęka się mierzyć się z silniejszymi od siebie. To także piękna i mądra opowieść o związku człowieka ze środowiskiem i o tym, że należy je chronić i pielęgnować.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
