Bianca Bellova
Jezioro
Bianca Bellova Jezioro Wydawnictwo Afera

Osada rybacka nad umierającym jeziorem. Tu nic się nie dzieje, osada umiera, jak jezioro. Każdy, kto tylko może, ucieka z tego miejsca. Brak przyszłości, wysypka, choroby, wódka. Tu zaczyna się i tu się kończy podróż młodego chłopca….

REKLAMA
Poznajmy Namiego, chłopca, którego przeszłość składa się z garści wspomnień, chłopca wychowywanego przez dziadków, chłopca, który pewnego dnia został zupełnie sam. Tacy ludzie, zdani na własne siły potrafią dokonać cudów w radzeniu sobie z przeciwnościami losu. Często jednak na ich barki zrzucone jest brzemię, którego nie są w stanie udźwignąć. Chłopiec potrafił udźwignąć śmierć najbliższych i upokorzenia związane z zajęciem rodzinnego domu przez obcych. Potrafił też znieść niewybredne żarty o swoim pochodzeniu. Jeden wieczór jednak sprawił, że dalsze mieszkanie w osadzie stało się niemożliwe. Nami rusza do miasta, by tam odnaleźć swoją matkę.
Poszukiwania są jak droga. Nie widzimy nawet zarysu celu, nie jesteśmy pewni, że to, czego szukamy znajdzie się w zasięgu naszych dłoni. Liczy się jednak droga, cel, wprawdzie upragniony, jest drugorzędny. To droga trzyma nas przy życiu, to droga pozwala nam dorastać, dojrzewać, zmieniać się. Nami trafiając do miasta poznaje ludzi dobrych, ale też ludzi podłych. Zmaga się z niedostatkiem, głodem, osamotnieniem. Chłopak lgnie do ludzi, tak jak lgnie skopany i porzucony psiak. Chłopak jeszcze nie ma tej cennej umiejętności budowy bariery psychologicznej, nie potrafi zbudować wokół swej psychiki muru chroniącego przed podłością. Na razie potrafi bronić się pięściami, choć i do tego brakuje mu sił i umiejętności. Jedyne więc, co chroni go przed złem, to umiejętność ucieczki i szczęście w znajdowaniu pomocnej dłoni. Ale co z celem poszukiwań? Jego osiągnięcie nie gwarantuje ani spokoju duszy, ani też nie daje odpowiedzi na zasadnicze pytania. Trzeba więc ruszyć w dalszą drogę, ale i tam znajdują się tylko pytania. Choćby o wspólnotę doświadczeń ludzi z dwóch różnych pokoleń.
Bianca Bellova napisała książkę niezwykłą. Jej niezwykłość tkwi w smutku, z którym każdy z nas mógłby się identyfikować. To książka o dojrzewaniu, ale też o umieraniu, o przyspieszonej przemianie dziecka w staruszka, w kogoś, komu odebrano nie tylko dzieciństwo, ale i wiek dojrzały. O człowieku, który lgnąc do ludzi, zawsze będzie samotny. Książka o wiecznym niespełnieniu i pragnieniach tak niewielkich, że brak ich spełnienia jest czystą złośliwością. I o tym najgorszym rodzaju śmierci wewnętrznej, w której człowiek nie jest zdolny nawet do nienawiści.