Michał Romer
Miłość z lupanaru
Dziennik intymny wileńskiego adwokata
Michał Romer Miłość z lupanaru Dziennik intymny wileńskiego adwokata Ośrodek Karta

Miłość. W zderzeniu z nią jesteśmy bezradni. Doświadczył tego młody ziemianin, adwokat i społecznik Michał Romer.

REKLAMA
Relacja Michała Romera przypomina nieco prozę Kuprina. W jego znakomitej Jamie opisany został młodzieniec, który postanowił naprawić kawałek świata, ratując kobietę ze szponów rozpusty. Ta historia nie skończyła się szczęśliwie. Zapał młodzieńca osłabł, a kobieta poczuła się oszukana i wróciła na drogę rozpusty. Może brakowało społecznikowskiego zapału Michała Romera, a może brakowało prawdziwego uczucia. Tego chyba nie dowiemy się nigdy.
Cała historia zaczęła się w pierwszych miesiącach 1911 roku. Młody, dobrze zapowiadający się prawnik i społecznik, potomek spolonizowanej rodziny Niemców bałtyckich, odwiedza przybytek rozpusty. Obyczajowość w zderzeniu z męskimi potrzebami zawsze musi polec. Na owe czasy wielu mężczyzn, nawet będących w małżeńskim stadle, korzystało z usług „cór Koryntu”, nie chwaląc się tym oczywiście i zachowując odrobinę dyskrecji. Ten jednak wieczór miał zaważyć na reszcie życia naszego bohatera. Nieco zauroczył się dziewczyną, która tego właśnie dnia sprzedała mu swoje ciało. Prawdopodobnie spowodowało to nieduże doświadczenie dziewczyny w wykonywanym zawodzie. Krótka rozmowa z dziewczęciem zaowocowała kolejną decyzją. Mężczyzna postanowił uwolnić dziewczynę z domu publicznego. Romer dokonuje tego, znajduje dla niej źródło utrzymania i wikła się w romans, który w tamtych czasach nie miał wielkich szans na powodzenie. Trwał jednak trzy lata i przerwała go śmierć ukochanej. Pozostały fragmenty w Dziennikach naszego wileńskiego adwokata, świadczące o dojrzałości i głębi tego uczucia. Zebrane w całość przez Agnieszkę Knyt zachwycają nawet zblazowanego czytelnika z pierwszych dekad XXI wieku.
Czyżbyśmy tęsknili za nieco staromodnym uczuciem? Być może.