Alena Mornštajnová
Hana
Alena Mornštajnová Hana Wydawnictwo Amaltea

Zresztą- czego człowiek potrzebuje, żeby funkcjonować? Trochę jedzenia, a w zimie ciepłych ubrań. I powodu, by żyć.

REKLAMA
Te słowa nie zachęcają do lektury. Tak, to nie jest książka, przy której zaznasz rozrywki. Mimo, że zaczyna się banalnie, bo psotnym nieposłuszeństwem dziewięcioletniego dziecka, to ciśnięte przez niewyartykułowany skowyt gardło. Nasza nieco psotna dziewczynka musi zostać ukarana. Tym razem karą jest pozbawienie dziecka smakołyku podanego z okazji urodzin matki. Dziewczynka nie wie, że kara ta uratuje jej życie. w mieście bowiem wybuchła epidemia tyfusu. Dziewczynka traci zarówno oboje rodziców, jak i młodsze rodzeństwo. Jedyną jej krewną, która może zaopiekować się dziewczynką jest ciotka Hana. Hana należy do kobiet, które wzbudzają zarówno strach jak i niechęć. Trudno się dziwić, skoro kobieta stale chodzi ponura, stroni od ludzi i nawet jej ubiór i to przyzwyczajenie do chowania wszędzie kawałków chleba, nie wzbudzają cienia sympatii. Dopiero kiedy Autorka odda narrację Hanie, zrozumiemy dlaczego kobieta boi się kogokolwiek pokochać.
Są ludzie, których życie przebiega pod znakiem ciągłego przeżywania utraty tych, których kocha. Hana najpierw została zdradzona przez ukochanego, potem, na rampie obozowej została pozbawiona matki, wreszcie straciła drugiego narzeczonego, własne dziecko i jedyną przyjaciółkę. Żyła jednak, mimo wszystko, a może dzięki temu, że przestało jej na życiu zależeć. W końcu zamieszkała wśród ludzi, którym los oszczędził podobnych przeżyć. Dla otoczenia była więc z jednej strony wyrzutem sumienia, z drugiej zaś dziwadłem. I nasza bohaterka żyła tak sobie, a raczej egzystowała do dnia, w którym nie usłyszała najbardziej zbawiennych słów, a wypowiedział je syn jej dawnej miłości.
Powód by żyć. Nikt z nas, na szczęście, nie zrozumie kogoś, kto stracił smak życia, kogo nie cieszy już choćby ten wschód słońca, spacer w piękny, słoneczny dzień, dobra kawa, czy chwila odpoczynku. Utrata sensu życia nie musi jednak oznaczać samobójczych ciągotek. Ten, komu naprawdę przestało zależeć na życiu przestaje dbać o nie, wiedząc, że los i tak zrobi, co zechce. Ten właśnie poziom osiągnęła Hana, której nikt nie powiedział jak żyć po Holokauście. Pozbawiona patosu, chłodna relacja z piekła przeraża właśnie tym kompletnym wypraniem z uczuć. Odhumanizowanie, któremu poddani zostali Skazani na zagładę, polegało na pozbawianiu ich potrzeby uczuć wyższych. Mieli stać się niewolnikami, których pragnienia miało się sprowadzać do napełnienia żołądka, zapewnienia ciepła i cyklicznego zaznania seksu. I ci, którzy doświadczyli piekła i upokorzenia musieli na nowo uczyć się człowieczeństwa, szacunku dla samego siebie i dla innych. a tego nikt nie uczy w żadnej szkole.
A nam pozostaje cieszyć się, że doświadczenia pokolenia Hany zostały nam oszczędzone, że możemy smakować życie bez wyrzutów, że się żyje, gdy umarło tylu innych, nam podobnych.