Piotr Derlatka
Jego portret
Opowieść o Jonaszu Kofcie
Piotr Derlatka Jego portret Opowieść o Jonaszu Kofcie Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Pierwszy raz go usłyszałem w radiowej Trójce. Chyba czytelnicy w moim wieku domyślają się, że chodzi o Powtórkę z rozrywki i zarówno Fachowcy jak i Dialogi na cztery nogi. Słuchałem tez współtworzonych przez niego ponadczasowych przebojów nie wiedząc, że nie byłyby tak dobre, gdyby nie jego pióro. Jonasz Kofta, niedoceniony ostatni polski liryk.

REKLAMA
Z okładki książki spogląda smutno mężczyzna. Długie włosy, niedbale zakrywające czoło i ucho, dżinsowa koszula, w zębach fajka. Znajomi fajczarze twierdzą, że widzieli naszego bohatera palącego w taki sposób tytoń, nie potrafią jednak powiedzieć, czy był to element tworzenia własnego wizerunku, czy prawdziwe zamiłowanie do dobrego tytoniu. Jonasz Kofta bowiem, jak nikt przed nim, potrafił kreować siebie samego. W młodzieńczym wieku pomagał mu w tym alkohol, potem zaś opowieści o tym, że jego nazwisko powstało przez wydrapanie jednej litery i części drugiej. W końcu zamiana imienia, która pierwotnie była elementem budowy wizerunku, a po marcu 1968 roku manifestacją braku zgody na jakąkolwiek podłość, na dzielenie ludzi ze względu na posiadanie takiego, a nie innego przodka. Kiedy Janusz zamienił się w Jonasza dojrzał w naszym poecie człowiek, dopełniając tym samym artystę.
Jego portret to pierwsza tak pełna biografia Jonasza Kofty. Autor sięgając zarówno po dokumenty, jak i relacje członków rodziny i przyjaciół Poety stworzył obfite tomiszcze, które statystyczny czytelnik może przeczytać w ciągu kilkunastu godzin, z przerwami na wysłuchanie utworów, które wyszły spod pióra Kofty, lub chwili refleksji nad artystą, którego świetność datowała się na lata siedemdziesiąte, a zmierzch, spowodowany między innymi stanem zdrowia, na lata osiemdziesiąte. Czytelnik prowadzony jest od Mizracza w powiecie rówieńskim, poprzez Wrocław, Łódź i Poznań, by wreszcie trafić wraz z Poetą do Warszawy, do klubu Hybrydy, radiowej Trójki, na deski kabaretów i festiwale polskiej piosenki. Poznajemy trud gry z peerelowską cenzurą, niefrasobliwość samego Kofty, który dopiero w wieku 28 lat wystąpił o dowód osobisty i tylko po to uczynił ten krok, by sformalizować swój związek z ukochaną kobietą.
O samym Kofcie można mówić długo, świadczy o tym obszerność książki Piotra Derlatki. Nie mam prawa, by pozbawiać czytelników przyjemności lektury. Zakończę tylko tym, że pozostawił po sobie ponadczasowe teksty, miedzy innymi te najpiękniejsze słowa, jakimi mężczyzna może wyrazić swe uczucia kobiecie swego życia.