
Jak przybliżać historię, by nie nużyć potencjalnego czytelnika? Wszyscy chyba pamiętamy słynną książkę „Sposób na Alcybiadesa”, w której nauczyciel , dyskutując i rozmawiając z uczniami, zaraził ich miłością do historii. Wątpię, by Alberto Angela czytał książkę Niziurskiego, niemniej jednak w perfekcyjny sposób zastosował opisaną w niej metodę.
REKLAMA
Sesterc. Drobna moneta o wartości czwartej części denara, wytopiona z mosiądzu. Z jednej strony odciśnięto na niej twarz Cezara, po drugiej zaś stronie napisy i figury. To właśnie ta moneta, poprowadzi nas po zakątkach cesarstwa. Świeżo wybita moneta trafia najpierw do stacjonujących w Brytanii legionów, by później, puszczona w obieg poprowadziła nasz przez Galię i Germanię do innych zakątków Imperium. Moneta ta jest więc nie tylko pretekstem do zwiedzania, ale też głównym bohaterem książki przybliżającej nam codzienność Imperium.
Jak opisać Cesarstwo u szczytu jego potęgi? Za czasów Trajana, w których wybito opisywanego sestercja, Imperium osiągnęło największy rozmiar terytorialny. Cesarstwo rozciągało się od Zatoki Perskiej po Brytanię i kontrolowało cały basen Morza Śródziemnego. Kontrola i władza nad takim obszarem wymagała nie tylko sprawnej administracji i dobrze zorganizowanej armii, ale też dość liberalnego podejścia do podbitych narodów. Cechą imperiów jest to, że przynależność do jej obywateli było, przynajmniej w części, wyborem poszczególnych poddanych, którzy mogli liczyć na swobodne wyznawanie swej religii, oczywiście pod warunkiem uznania boskości Cezara, a także zachowania własnych obyczajów. Mówiąc naszym językiem, Imperium działało jak typowe społeczeństwo multi kulti, oczywiście z nadrzędnymi prawami obywateli Rzymu. Dzięki Podróży śladem monety możemy poznać codzienność tych ludzi. Los żołnierzy z armii ludów podbitych, którzy w zamian za wierną służbę i pełnienia roli mięsa armatniego mogli liczyć na przywilej stania się obywatelem rzymskim, sposób pobierania ceł, zasady rządzące handlem, wyszynkiem czy poborem podatków, sposób prowadzenia wojen i te trudne relacje z ludami ościennymi. Oczywiście gdzieniegdzie Autor dokonuje pewnych uproszczeń i zapewne zawodowy historyk będzie zżymał się w czasie lektury, jednak dla historyka amatora, zwłaszcza takiego, któremu treść książek profesora Krawczuka wywietrzała już z głowy, będzie tę książką zachwycony.
Tak, jak i ja jestem.
