Tove Nilsson
Ramen. Zupa szczęścia i miłości
Tove Nilsson Ramen. Zupa szczęścia i miłości Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Przez żołądek do serca? Pokrętna to droga, ale jeśli drogę tą utorować ma zupa ramen, to sukces wydaje się być gwarantowany.

REKLAMA
Japonia kojarzy się nam zazwyczaj z samurajami, filmami Kurosawy, sushi i sake, a sami Japończycy w naszej ocenie to naród dumny, gotowy do poświęceń i wyrzeczeń w imię dobra wspólnego. Te przymioty nie muszą jednak wykluczać upodobania do korzystania z rozkoszy stołu. W dobie powszechnej globalizacji każdy z nas może nie tylko skosztować potraw kuchni japońskiej, ale też wykonać je samodzielnie. I chyba najlepszym początkiem jest zupa ramen.
Zupę ramen zawdzięczają Japończycy chińskiemu sąsiedztwu. Pojawiła się na stołach potomków samurajów w połowie XIX wieku i szybko zdobyła uznanie smakoszy. Jej przygotowanie jest proste. Wystarczy wieprzowy bulion, który można wzbogacić według własnej fantazji mi esem drobiowym, rybnym czy nawet owocami morza. Do tego warzywa, grzybki moon, kukurydza czy jaja na twardo. W skrócie gotowe danie można określić mianem „zupy na winie”. Co nawinie się kucharzowi pod rękę, z wyjątkiem słodyczy, może znaleźć się w garnku. Niezmiennym składnikiem jest bulion, sos sojowy i pszenny makaron, wszystko inne zależy więc od przepisu i inwencji kucharza. Chyba właśnie dlatego zupa ta, starannie przygotowana, stać się może darem gotującego dla najbliższych.
Tove Nilsson przybliżając nam tę zupę, przyznaje, że jest od niej uzależniona. Nic dziwnego, bowiem sam sposób podania, może nas zaszokować. Nawet najbardziej gęsta grochówka, czy żur, wydawać się będzie wodnista w porównaniu z ramenem. Ilość składników w porównaniu z ilością bulionu, może zaszokować zwłaszcza przedstawicielki płci pięknej, która, jak wiemy, często dba o linię. Zaiste danie to jest sycące, ale dla smakosza kuchni japońskiej będzie zaledwie wstępem do dalszej uczty, której dania, a raczej przepisy na nie, również możemy znaleźć w tej książce. Każda zaś potrawa jest bogato ilustrowana, tak więc czytając książkę, pobudzamy nie tylko apetyt, ale i pragnienie na samo gotowanie.
I nie warto się przejmować, że za pierwszym razem zupa nie wyszła nam tak, jakbyśmy chcieli. Na drugi raz będzie lepiej, znajdziemy swój własny ramen.