
Angielski humor w czeskim wydaniu? Dlaczego nie? Tym bardziej, że pomysły Saturnina nie odbiegają w swym absurdzie od tych, na które wpadali bohaterowie Trzech panów w łódce.
REKLAMA
Historię Saturnina poznajemy z narracji jego pracodawcy. Mężczyzna zatrudniając nowego służącego nie wie, że czeka go konieczność zniesienia wielu szalonych pomysłów. Bowiem już wcześniej Saturnin, pracując dla jednego z naukowców wsławił się dość niekonwencjonalnym schwytaniem włamywacza. Mężczyzna przekonał przestępcę, iż ten posiadając rewolwer dysponuje iście niedżentelmeńską przewagą, proponując jednocześnie pojedynek na średniowieczne cepy bojowe. Nietrudno zgadnąć, iż niewprawny w posługiwaniu się tym orężem mężczyzna, poranił w czasie walki samego siebie i cieszył się z tego, iż sama walka dobiegła końca. Chyba pierwszym pomysłem Saturnina było odnalezienie nowego lokum dla swego pracodawcy. Klasyczne mieszkanie? Jakieś małe, bawole rogi do niego nie pasują no i jest jakiś pospolite. Pracodawca Saturnina winien mieszkać na barce, a że może mieć w tej kwestii inne zdanie…. Tak, czy inaczej do przeprowadzki dojść musi.
Saturnin porównywany jest często ze Szwejkiem, mówi się nawet, że przygody Saturnina są częściej czytane niż niedokończona książka Haszka. Nie wiem jak to jest z czeskim czytelnikiem, nie wiem też czy nasz rodzimy doceni ten gatunek humoru. Wydaje się jednak, że Jirotka, podobnie jak Haszek, też szydzi z ludzkich wyborów, a raczej z ludzkiego snobizmu. Bowiem komu, kto ma dwie zdrowe ręce potrzebny jest służący i to taki, który będzie terroryzował swego pana? Saturnin oddaje nam klimat dobrze nam znany z filmu „Adela nie jadła jeszcze kolacji”, filmu, który równie śmieszy, co załamuje absurdalnymi scenami. W czeskiej komedii, zarówno tej czytanej, jak i tej oglądanej, nie ma żadnej świętości, nie ma niczego, co warte jest oszczędzenia. Wszystko można obśmiać i tak się właśnie dzieje…
Lepiej bowiem śmiać się niż płakać.
