Zuzanna Ginczanka
Poezje zebrane
1931-1944
Zuzanna Ginczanka Poezje zebrane 1931-1944 Wydawnictwo Marginesy

Ach, byłam pewnie zamyślona albo po prostu roztrzepana, że tak ni z tego, ni z owego nagle natknęłam się na pana — Ach, był pan pewnie zamyślony albo po prostu roztargniony, że nagle zechciał mnie wyminąć z nieprzepisowej lewej strony — Ach, jakby tu rozstrzygnąć sprawę, nikogo wcale mniej nie winiąc, kto z nas był bardziej temu winien, żeśmy nie mogli się wyminąć. To było straszne przeoczenie, choć trwało małą chwilkę tylko — ach, taką bardzo małą chwilkę, ach, taką bardzo małą chwilkę — No i wybraliśmy rozsądnie, to przyzna nawet i oszczerca, tę przepisową prawą stronę, ach, przeciwległą stronę serca!

REKLAMA
Aż trudno uwierzyć, że wiersz ten pisała zaledwie dziewiętnastolatka. Tak, Zuzanna Gincburg zaczęła pisać poezję już w wieku dziesięciu lat, więc ten, napisany w 1936 roku, wiersz, zaskakuje dojrzałością, nie tylko formy, ale i nieco żartobliwym potraktowaniem miłości z wszystkimi jej konsekwencjami. Poetka, którą zapamiętaliśmy pod mianem Ginczanki, nieprzypadkowo porównywana była z Tuwimem i możemy teraz jedynie snuć domysły jak wyglądałaby dziś nasza Literatura, gdyby wiek XX nie zabrał nam nie tylko Baczyńskiego i Gajcego, ale także Ginczankę.
Z okładki książki spogląda na nas atrakcyjne brunetka, lekki uśmiech, twarz nieco niewyraźna. Tak, to jedno z mniej znanych zdjęć poetki. Nie wiadomo dlaczego do tej akurat fotografii ułożyła sobie włosy z przedziałkiem na środku. Świadoma swej urody musiała wiedzieć, że najlepiej wyglądała z odsłoniętym czołem i zaczesanymi do tyłu włosami. Jej uśmiech na tym zdjęciu również nie jest ujmujący, musiała też wiedzieć, że odsłaniając zęby w uśmiechu, zjednuje sobie cały świat. Wszystko możemy złożyć na karb młodzieńczego niedoświadczenia. Kiedy robiono to zdjęcie, poetka była zaledwie szesnastolatką, dziewczyną wchodzącą w świat i gotową do jego opisywania. Wszystko, co dobre i złe w jej życiu miało dopiero nastąpić. Pierwsze sukcesy literackie, przypisywany jej romans z Gombrowiczem, podłość otoczenia, szczęście małżeńskie i zagrożenie, które musiało zakończyć się śmiercią. Ale to dopiero miało nastąpić, teraz Poetka doświadcza tej radości z samego istnienia, radości, którą już opisuje i w której widać ten nieokreślony niepokój związany z odmiennością. Czy już wtedy zdawała sobie sprawę z faktu, że ludzie najbardziej nie znoszą tych innych i to nie przez ich nieznajomość, ale z niemożności zaakceptowania faktu, iż jest ktoś, kto nie chce być taki sam jak oni? Tego nie wiemy i chyba nigdy nie zdołamy się dowiedzieć. Wiemy jednak, że powracająca na nasze czytelnicze półki Ginczanka, zaczyna robić swego rodzaju furorę. Jej poezja potrafi urzec, a teraz, dzięki wydaniu Poezji zebranych, możemy poznać jej rozwój literacki. Chronologiczna kolejność wierszy i kontekst ich tworzenia pozwoli nam zrozumieć dlaczego jej wiersze urzekają nawet te osoby, które nie powinny po nie sięgać.
Choć podobno poezja jest dla wszystkich.