Maciej Jastrzębski
Przekleństwo cara Iwana
Maciej Jastrzębski Przekleństwo cara Iwana Wydawnictwo Helion

Współczesna Moskwa, dwójka zakochanych w sobie ludzi, tajemnica sprzed kilkuset lat i wielka polityka nią zainteresowana. To wszystko razem stanowi zestaw idealny do stworzenia dobrego thrillera.

REKLAMA
Nasza historia zaczyna się w czasach Iwana Groźnego. Car posiada skarb, z którego nie potrafi skorzystać, to księgozbiór i tajemnicze lustro o magicznej wręcz mocy. Car podejrzewa, że umiejętność wykorzystania mocy lustra da mu władzę absolutną, musi jednak zyskać sojusznika, który przetłumaczy księgi, bez których lustro wydaje się być bezużyteczne. Jurodiwy mnich Wasilij wydaje się być odpowiednią do tego osobą. W istocie mnich wywiązuje się z zadania, do tego zbliża się do cara na tyle, że śmie mu zwracać uwagę na sposób, w jaki ten sprawuje rządy. Kilkaset lat później dwójka „nowych Rosjan” odnajduje ślad rękopisu badacza Moskwy, który może zaprowadzić ich na trop notatek mnicha Wasyla. Ich starania nie uszły uwagi ani rosyjskim służbom specjalnym, ani tajemniczemu osobnikowi, który stale wysyła ostrzeżenia o treści : jeszcze nie czas. Nasi bohaterowie nie mają zamiaru ani ulec służbom państwowym, ani tajemniczemu obserwatorowi, co oczywiście musi sprowadzić na nich spore kłopoty. Słowem, lektura tej opowieści będzie dla nas świetnym odpoczynkiem, mimo, że „Przekleństwo..” nie zapisze się raczej w kanonie wielkiej literatury.
Zdaję sobie sprawę z faktu, że często nie jestem zbyt sprawiedliwym sędzią czytanych książek. Mimo, że pojąłem starą prawdę o tym, iż każdy gatunek literatury nieść może za sobą przekaz, może zwrócić uwagę na zapominane przez nas prawdy, czy przypominać o zagrożeniach, które ignorujemy z różnych przyczyn. Nie inaczej jest w przypadku książki Jastrzębskiego. Cała istota przekazu zamyka się w cytowanym wcześniej przekazie. Jeszcze nie czas. Te słowa nie oznaczają wcale rezygnacji z czynionych planów, zmuszają jednak do zastanowienia się, czy ich realizacja nie pociągnie za sobą powszechnego nieszczęścia. Jest bowiem stara prawda, że władza to narkotyk, to pokusa, by jej nie oddać. I im bardziej brutalnie i niesprawiedliwie jest sprawowana, im więcej podłości rządzący czyni, tym trudniej będzie go przyzwyczaić do myśli, że władzę tę będzie musiał oddać i odpowiedzieć za czynione przestępstwa lub zbrodnie. Sprawowanie rządów jest bowiem służbą, a rządzący jest sługą całego społeczeństwa. Oczywiście przywileje tej służby, otoczka wyjątkowości mogą uderzyć do głowy, zwłaszcza miernotom, dla których blichtr władzy jest ważniejszy od rzeczywistego wpływu na współczesność, a co za tym idzie i przyszłość. Władca pozorny i władca faktyczny- czym się różnią- oto jest pytanie i o ile łatwo jest znaleźć na nie odpowiedź, o tyle trudniej rozstrzygnąć komu z nich pozwolilibyśmy na ograniczenie naszych swobód. Pamiętajmy bowiem, że obaj należą do gatunku bestii nienasyconych, które będą chciały wciąż więcej i więcej, obojętnie czy będą domagać się tego w sposób nachalny, czy niewidoczny. Jeszcze nie czas więc, by poddać nas kontroli tego, co będziemy czytać, oglądać, jak będziemy spędzać wolny czas, czy co myśleć będziemy o naszym świecie, o tych zidentyfikowanych innych, czy o kolorze nieba. Rządzący zawsze będą chcieli odebrać nam odrobinę wolności, wmawiając nam, że to dla naszego dobra. Jeszcze więc nie czas, czy to w Rosji, Polsce czy na innym punkcie kuli ziemskiej.
Jeszcze nie czas. Mówmy to, póki nie będzie za późno.