
REKLAMA
Samuel, szanowany profesor, w pociągu spotyka młodą fotografkę, Mirandę, która odmienia jego życie. Jego syn Elio, utalentowany muzyk podczas spaceru po Florencji poznaje stonowanego Michela. Oliver po latach powraca do swojej starej miłości.
Trzy kolejne opowieści składają się na najnowszą powieść Acimana, „Znajdź mnie”, która oficjalnie jest kontynuacją historii Elii i Olivera, bohaterów „Tamtych dni, tamtych nocy”. Decyzja o pociągnięciu dalej historii, która została już przez autora zamknięta, była z pewnością ryzykowna. Wszak powieść miała swój niepowtarzalny klimat, świetnie oddany w ekranizacji wynagradzającej wszelkie braki książki. Dodatkowo o ile film zostawił sobie furtkę na możliwą kontynuację (nieco inaczej rozkładając opowieść w finale), o tyle Aciman dość zdecydowanie postawił kropkę na historii przez siebie opowiadanej. Czy zatem był sens pisać ciąg dalszy?
Trudno powiedzieć. Z pewnością „Znajdź mnie” w niczym nie przypomina „Tamtych dni, tamtych nocy” i to w żadnym jej aspekcie. Książka jest poszatkowana, dzieli się na trzy osobne opowieści, które łączą jedynie relacje między postaciami – bohater pierwszej części jest ojcem bohatera drugiej historii, ten zaś jest powiązany z trzecim. Jasne, pozwala to na szersze spojrzenie na całą opowieść i jest to pewna odmiana po subiektywnej narracji z perspektywy nastolatka („Tamte dni, tamte noce”).
Ale jednocześnie ta budowa sprawia, że wszystkie opowieści tracą. Wydają się niedopracowane, urwane, niedokończone, a przez to niepotrzebne. Są nierównie podzielone – najwięcej miejsca zajmuje opowieść o Samuelu, będąca jednocześnie najmniej ze wszystkich trzech interesującą. A że Aciman poświęca jej tyle miejsca, to też wpływa to negatywnie na całość. Szczególnie cierpi część poświęcona Oliverowi – bohater otrzymuje 30 stron, zaś jego wątek po prostu przelatuje na łeb na szyję. Szkoda, szczególnie że wydaje się, że autor nie miał za bardzo pomysłu, co z Oliverem zrobić, a do książki trafił, bo trafić musiał.
Zresztą, wydaje się, że Aciman wcale nie chciał napisać kontynuacji losów Olivera i Eliego, a historię starego mężczyzny, który przypadkowo spotyka miłość swojego życia w osobie niezwykle młodej kobiety. Możliwe zresztą, że dopiero w pewnym momencie postanowił przerobić to tak, by móc do „Tamtych dni, tamtych nocy” nawiązać i stąd wzięły się dwie pozostałe historie.
Bowiem w klimacie też trudno poszukiwać echa pierwszej części. Jasne, znów są Włochy, znów starożytna architektura, odkrywanie miłości i siebie nawzajem, a także długie rozmowy. Ale jednocześnie brakuje tego klimatu, tego czegoś, co nadawało magii tym opowieściom. Może ten efekt mógł zadziałać tylko raz, tylko w konfiguracji upalnego lata, nastolatka, młodego mężczyzny i długich dni znajdujących się jakby poza czasem. Może też chciał to czytelnikom pokazać Aciman, decydując się na historie o odnajdywanych i tworzonych miłościach. Jednak jakkolwiek by było, efekt jest kiepski. „Znajdź mnie” bardziej irytuje i rozczarowuje, aniżeli zachwyca.
„Znajdź mnie” jest kontynuacją dość problemową. Broni się słabo jako ciąg dalszy historii, zaś jako dzieło niezależne jest średnią powieścią. Można po nią sięgnąć z ciekawości, jednak dużo lepszym pomysłem jest powtórzenie części pierwszej lub poczekanie aż Guadagnino nakręci sequel „Tamtych dni, tamtych nocy”. Może on wydobędzie magię tej opowieści.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
