
REKLAMA
Po odejściu z pracy Dioniza „Diona” Remańska postanawia wyjaśnić sprawę śmierci swojego ojca. Przyjeżdża więc do Strzygomia, małej wioski pod Janowcem, która skrzętnie ukrywa swoje sekrety przed obcymi. Wprawdzie oskarżeni o śmierć jej ojca zostali już skazani, ale Strzygom nie bez powodu nazywany jest wioską kłamców, więc kto wie, jaka jest prawda…
Szybko okazuje się, że nie tylko to śledztwo poprowadzi. Niemal natychmiast po jej przyjeździe w Strzygomiu ginie kobieta – lokalna idiotka, o której mówiło się, że złapała męża na dziecko. A że Diona była jedną z ostatnich osób, z którą rozmawiała zmarła i w dodatku kiedyś Remańska była policjantką, lokalne służby szybko kierują na nią swoją uwagę.
„Mira Belka zarzekała się, że wszystko, co mówiła, to święta prawda, dlatego strzygomianie nie chcą rozmawiać z obcymi o przeszłości, a jeśli już nie mają innego wyjścia, po postu kłamią. To z tego powodu mieszkańcy okolicznych wsi mówią o Strzygomiu ‘wioska kłamców’.”
„Wioska kłamców” to najnowszy kryminał pióra Hanny Greń. Autorka pasjonuje się kryminalistyką, jej mąż z zawodu jest zaś policjantem – i te dwa fakty życiowe mocno oddziałują na twórczość Greń. Jej bohaterami są głównie policjanci, a w jej dorobku dominują kryminały i powieści sensacyjne. Wiele jest w nich też folkloru i nie ucieka od niego jej najnowsza powieść – choć tylko w klimatycznych opowieściach serwowanych Dionie przez jej gospodarzy.
To, co odróżnia „Wioskę kłamców” od innych współczesnych jej kryminałów, to fakt, że jest całkowicie skupiona na śledztwie. Coraz powszechniejsze jest obecnie zamieszczanie osobnych wątków poświęconych życiu osobistemu śledczego, co czasem prowadzi do absurdalnej przewagi wątków obyczajowych nad wątkami kryminalnymi. U Greń jest inaczej – w zasadzie żaden z wątków nie odbiega za daleko od śledztwa, bohaterka niczym robot zmierza do celu, poświęcona całkowicie śledztwu.
To o tyle ciekawe, bowiem sam opis i zarys fabuły informuje, że śledztwo musi być osobiste. Wszak ofiarą był jej ojciec i nieważne, jak silna była ich relacja, to musiało jakoś na nią wpłynąć. Tu jednak tak nie jest. O samej bohaterce trudno wiele powiedzieć, jest o niej parę wzmianek, jednak nawet ta najważniejsza (związana z byłym mężem) sprowadzona zostaje do napomknienia podczas rozmowy i nie daje czytelnikowi żadnych wskazówek. Innymi słowy śledcza pozostaje w cieniu prowadzonego przez siebie śledztwa i głównie daje się poznać przez celne wnioski i świetne umiejętności dedukcyjne.
Działa to jednocześnie na korzyść, jak i na szkodę „Wiosce kłamców”. Plusem jest to, że czytelnik nie otrzymuje po raz setny pogrążonego w depresji policjanta alkoholika, nie skupia swojej uwagi na jego problemach, więc autor może poświęcić więcej miejsca śledztwu. Minusem jest to, że pozbawiona osobowości i historii stała się robotem. Trudno powiedzieć, co wynika z połowy jej decyzji, skąd wiedziała, gdzie szukać jakichś tropów. Po prostu idzie, co jakiś czas tłumacząc swojemu partnerowi w śledztwie odkryte przez siebie informacje.
To zaś przekłada się tempo samej powieści. Zdawać by się mogło, że dwa śledztwa i dwa morderstwa, mała społeczność i mordercy na wolności wpłyną pozytywnie na wartką akcję, jednak tak się nie dzieje. Znaczy, po części tak jest, bowiem nie da się odmówić „Wiosce kłamców” tempa i liczby wydarzeń, ale przez całkowity brak emocji bohaterki i jej nieomylność nie czuć wagi kolejnych odkryć. Szkoda, bo sama fabuła jest dość ciekawie zawiązana, a zagadka zgrabna.
„Wioska kłamców” miała być gęstym i klimatycznym kryminałem, okazała się jednak bardzo długim opowiadaniem pozbawionym emocji i wartkości akcji. Nie jest to pozycja zła czy słaba, jednak przeciętna – jej silne strony jednocześnie są jej najsłabszymi. Całkiem możliwe, że Hanna Greń ma coś do zaoferowania czytelnikom, ale „Wioską kłamców” tego nie udowadnia.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
