
Moją bronią są słowa, wypowiadane w imieniu milczących. Budzą całe masy ludzi. Wydaje się, że raper Tupac Shakur wypowiadając te dwa zdania miał na myśli twórczość Wasilija Grossmana. A tę dość śmiałą, nieco naciąganą tezę potwierdzała reakcja, z jaką ta książka spotkała się ze strony reżimu sowieckiego.
REKLAMA
Cóż można powiedzieć o książce, którą czytało się przed trzydziestu laty, następnie powróciło się do niej, by skonfrontować swoje wrażenia? Czy wystarczy powiedzieć, że zarówno dwudziesto, jak i pięćdziesięciolatek czyta ją z zaciśniętym gardłem, pojmując, że właśnie w niej eksplodowały tłumione przez wiele lat emocje? Czy wystarczy powiedzieć, że książka ta ujawnia podobieństwa dwóch, co prawda wrogich, ale równie nieludzkich systemów? I to, że władze sowieckie cynicznie wykorzystując stary, tradycyjny rosyjski patriotyzm, chęć obrony ziemi ojczystej, wzmocniły się i równie bezwzględnie jak przed wojną tłumiły odwieczną potrzebę wolności? Jakiekolwiek słowa nie wyczerpią istoty monumentalnego dzieła Grossmana.
Nasza książka rozpoczyna się w 1942 roku naciera w stronę Wołgi, a celem armii Paulusa jest miasto Stalingrad. Ta bitwa przez radzieckich historyków będzie określana jako punkt zwrotny II światowej, pochłonie ponad pół miliona poległych po obu stronach frontu i dowiodła, że dla reżimów totalitarnych życie ludzkie nie ma znaczenia. Cyniczne słowa o tym, że śmierć jednego człowieka jest tragedią, a tysięcy to tylko statystyka, mogły być wypowiedziane nie tylko przez Stalina, ale i Hitlera. W samej powieści splatają się losy przeszło setki bohaterów. Żołnierze, cywile, jeńcy wojenni i więźniowie. Kaci i ofiary, Niemcy, Rosjanie, Ukraińcy i Żydzi. Patrioci i zdrajcy, choć słowo zdrada jest w takich wypadkach sporym nadużyciem. Bohaterstwo styka się z tchórzostwem, a martyrologia nie ma w sobie odrobiny patosu. To wojna, w której fizyk jądrowy musi, ze strachu, wyprzeć się teorii względności, bo ta jest według systemu za bardzo talmudyczna, to wojna, w której syn cudem otrzymuje list wysłany z jednego z miast po drugiej stronie frontu i dowie się z niego, że pisząca go matka zostanie w ciągu kilku dni zabita. Ta wojna oznacza takie właśnie tragedie, to ona kreśli ludziom tragiczny los, nie pozbawiając ich jednocześnie woli życia.
Ta książka została aresztowana, KGB włamując się do mieszkania pisarza, skradła nawet zużyte taśmy do maszyny. Według radzieckich decydentów, miała się ukazać dopiero po dwustu latach. Ale słowo jest silniejsze niż zakaz, pisarza zakneblować nie można. Kopia książki przemycona poza granicę, ukazała się w Szwajcarii, by szybko zostać uznaną za jedną z najważniejszych książek o II wojnie światowej, a także jednym z najważniejszych rachunków wystawionych reżimom totalitarnym. Jest więc pod tym względem książką ponadczasową. Czytelnik szybko zrozumie, że każdy, kto chce modelować innym życie, narzucać swoje poglądy, jako jedynie słuszne, kto obiecuje raj na ziemi, obiecując nie tylko korzyści, czy dumę narodową, ale i segreguje ludzi, według sobie znanego klucza, dzieli, by tym łatwiej rządzić, planuje wielką zbrodnię, nie wolno więc ufać każdemu, kto reprezentuje skrajne poglądy.
Nawet kosztem ataków z obu stron barykady. Nic bowiem tak nie boli dyktatorów jak umiłowanie wolności.
