
„Bóg może zatrzymać kule, zmienić colę w pepsi, znaleźć moje kluczyki, ale przecież nie o to chodzi. To nieważne, czy był to cud spełniający wymogi cudu. Ważne to, że poczułem dotknięcie Boga. Bóg się w to wmieszał.” Quentin Tarantino, Pulp fiction
REKLAMA
To odwieczna historia : człowiek i bóg. Dwie sprzeczności, które potrzebują siebie wzajemnie. Człowiek zanosi swym bogom modlitwy i ofiary, wierząc, że dzięki temu zostanie uchroniony przed złem, lub chociaż wierzy, że nic na tym świecie nie jest pozbawione sensu. Dla boga zaś człowiek jest potrzebny po to, by go wielbić. Cóż to za bóg, jeśli nikt w niego nie wierzy? Wtedy bóg musi zejść do ludzi, zebrać ich, wpłynąć na ich życie, musi sprawić, by poczuli jego dotknięcie. Taka właśnie histori zdarzyła się we Fraudencji, malej zapomnianej wiosce gdzieś na zachodzie Polski. To jedno z tych miejsc, które są rajem w dzieciństwie, przekleństwem za młodych lat i więzieniem na starość. Do tego miejsca przybywa człowiek, który uważa się za boga, za kogoś, kto może wpłynąć na los wielu ludzi. Oficjalnie bóg przychodzi po to, by objąć gospodarstwo po człowieku, który nie ma komu zostawić swego majątku. Pracuje w pocie czoła, nie skarży się, nie rości pretensji do kierowania życiem innych. Jednak niepostrzeżenie w wiosce zachodzą pewne zmiany, ludzie zaczynają odczuwać potrzebę czynienia dobra, nawet kosztem skrzywdzenia innych. Co jednak się stanie, kiedy bóg opuści swój lud? Na ile jego ziarno, zasiane w ludziach, da plon, mniej lub bardziej obfity?
Tak, ta książka jest zmaganiem Autora z Bogiem, określeniem stosunku do Stwórcy, o ile On właściwie istnieje. Przyzwyczajono nas by pojęcie Boga zamknąć w sztywne ramy norm religijnych. Biblia, Koran i Tora określają nam czym jest Bóg i jak powinniśmy składać mu hołdy. Tymczasem to pojęcie wydaje się być odzwierciedleniem każdego z nas. Widzimy w nim te cechy, które chętnie przypisalibyśmy sobie, a których nigdy nie posiądziemy. Jednocześnie wierzymy, że widzi On wszystkie nasze nieprawości, wady i występki. Bóg jest więc naszym odbiciem, naszym przeciwieństwem, wyrzutem dla naszego sumienia. I choć uznajemy go za wszechmocnego, wszechwiedzącego i wspaniałego, pozostawia nam wybór drogi, więc i ta wszechmocność ma swoje granice. Bowiem nawet ta wielka i wspaniała istota nie potrafi unieważnić samej siebie.
Dopóki oczywiście ma swoich wiernych.
