Lidia Yuknavitch "Misfit. Manifest"
Lidia Yuknavitch "Misfit. Manifest" Wyd. Relacja

REKLAMA
„Mówiąc o odmieńcach, mam na myśli to, że niektórzy z nas nigdy nie znaleźli sposobu, aby gdziekolwiek się wpasować, od samego początku, na przestrzeni całego życia, włącznie z dziś. Mówię o tym, jak niektórzy z nas doświadczają tego zupełnego braku jakiegokolwiek dopasowania do tego stopnia, że z trudem brniemy przez życie.”
„Misfit. Manifest” Lidii Yuknavitch to opowieść o odmieńcach (jak nieco niefortunnie tłumaczy to Barbara Łakomska), ludziach, którzy nie umieją czy nie potrafią przystosować się do społeczeństwa i świata. Yuknavitch sama identyfikująca się jako jeden z odmieńców, opowiada o swoich doświadczeniach i trudach, które niosły jej zderzanie się z rzeczywistością. Pisze także o tym, skąd odmieńcy się biorą – o niektórych powodach tworzących odmieńców – i krzywdzących stereotypach.
„Misfit. Manifest” ukazuje się w ramach uzupełnienia prelekcji TED. TED jest organizacją non-profit zajmującą się propagowaniem idei, historii, myśli w formie prelekcji, ale także wykładów, animacji, książek czy organizowanych na całym świecie wydarzeń. Od czasu powstania w 1984 roku, gdy to TED był konferencją, rozrósł się znacznie i dziś działa międzynarodowo, za swój główny cel mając wciąż propagowanie wielkich idei.
TED od pewnego czasu prócz publikowania kolejnych inspirujących wykładów wydaje także towarzyszące im książki. Jak mówią pomysłodawcy – książki zaczynają się tam, gdzie kończą wykłady, mają stanowić ich uzupełnienie. Wszak czasem trudno zmieścić wszystko, co chciałoby się powiedzieć, mając tylko osiemnaście minut. I tu naprzeciw wychodzi TED, pozwalający niektórym twórcom dokończyć swoje myśli.
Do „Misfit. Manifest” pasowałoby bardziej określenie „zwierzenie” lub „świadectwo”, gdyż Lidia Yuknavitch skupiła się raczej na swoich doświadczeniach i przeżyciach (a także opowieściach innych ludzi), aniżeli na budowaniu tytułowego manifestu. Owszem, przebija on między kolejnymi opowieściami, między kolejnymi rozdziałami w formie górnolotnych haseł, którym jednak Yuknavitch
„Misfit. Manifest” pod wieloma względami przypomina inny tytuł Lidii Yuknavitch – „Księgę Joanny”. Oba zapowiadały o wiele więcej, niż oferowały, kryły się za wielkimi hasłami i ideami, które niekoniecznie przekazywały w tekście. Owszem, Yuknavitch pisze nieźle, choć można mieć wiele zastrzeżeń, ale próbuje przekonać odbiorców o dużo większej ważności swojej książki, niż ta by na to zasługiwała. Czy „Misfit. Manifest” było ciekawe? Nawet tak, ale nie dokonało jakiegoś przełamującego odkrycia, czegoś, co pozwoliłoby spojrzeć na innych z nowego punktu widzenia.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?