Marek Sindelka
Mapa Anny
Marek Sindelka Mapa Anny Wydawnictwo Afera

Jak opowiadać o uczuciach współczesnego człowieka, jego podstawowych potrzebach, relacjach z innymi ludźmi, czy jego cielesności? Jak powiedzieć w sposób zrozumiały o tym, co dla nas jest tak oczywiste, że nie potrafimy tego ubrać w słowa? Marek Sindelka znalazł się na dobrej drodze do znalezienia odpowiedzi na to pytanie.

REKLAMA
Dziesięć szkiców o naszej współczesności pełnej nieporozumień w relacjach damsko męskich, czy kulcie naszej cielesności. Szkiców, bowiem zawierają one jedynie zarys ludzkiej osobowości, stąd każdy z nas może utożsamić się z każdą wykreowaną postacią i postawić się w sytuacjach, w których Autor ich postawił. Któż z nas bowiem nie stanął przed wyraźnym problemem w relacjach z drugą osobą? Któż z nas nie poczuł obawy przed zrobieniem kroku w stronę drugiego człowieka, kto nie czułby tremy przed zetknięciem się z innymi ludźmi, czy nie zrezygnował ze związku, oferującego w perspektywie miałkość i nijakość? Bohaterowie opowiadań z tomiku Mapa Anny są bowiem zwykłymi ludźmi, takimi jak ci, których codziennie mijamy na ulicy, nie podejrzewając ich o to, że targają nimi te same uczucia i życiowe dylematy. Dopiero coś, co niespotykane, jak dziewczyna w przedziale kolejowym, której biust przypomina dwa kopczyki rozgotowanego ryżu, czy chłopczyk, niesiony przez ojca, obarczony małą genealogiczną gałązką u boku, potrafi przykuć naszą uwagę. A jeśli wszyscy jesteśmy tak miałcy, że dopiero coś niespotykanego potrafi przykuć naszą uwagę, to może jedynie oznaczać, ze nie jesteśmy nic warci i pozostaje nam tylko ta cielesność, puls przyśpieszony, spocone dłonie i suchość w ustach.
I jeśli faktycznie współczesny człowiek jest takim, jakim opisał go Marek Sindelka, to może niech faktycznie przyjdzie Armagedon i zniszczy rodzaj ludzki, bowiem taki nic nie jest wart. Może więc Sindelka nawołuje nas do opamiętania? Do krótkiej refleksji i zrobienia coś z naszym życiem? Jeśli tak, to nie artykułuje tego w swej prozie, niczym samozwańczy bóg pozostawiający tworom swoim, choć pozorną, ale jednak wolność wyboru.