
Pamiętacie międzynarodowy festiwal Chopinowski w 1980 roku? To muzyczne odkrycie XX wieku jakim był Ivo Pogorelić? Nieco niedbały strój, długie, kręcone włosy, guma do żucia i jedyne w swoim rodzaju, odkrywcze na nowo, wykonanie Chopina. To, co przeżywaliśmy w czasie tego festiwalu musiało być udziałem ludzi, którym dane było słyszeć muzykę Kazamy Jina.
REKLAMA
Trwają przygotowania do międzynarodowego konkursu w japońskim Yoshigae, konkursu, który może wielu młodym ludziom otworzyć drogę do kariery, lub też zamknąć marzenia na zawsze. Na wstępne kwalifikacje zgłasza się dość dziwny kandydat. Traktuje on muzykę, jako coś tak samo naturalnego jak oddychanie, nie przejmuje się oceną otoczenia, nie obawia się jak otoczenie przyjmie jego interpretację wykonywanych utworów. Liczy się on i muzyka. Nietrudno przewidzieć, że nasz bohater zdobędzie zarówno wielbicieli, jak i zadeklarowanych przeciwników. Jedni i drudzy pragną jednak przekonać się, co zagadkowy chłopiec jest w stanie jeszcze pokazać. Bowiem Jin jest równie zagadkowy, jak jego motywacja do udziału w konkursie, a wyjaśnienia jego tajemnicy nie ułatwia fakt, iż legitymuje się listem polecającym od nieżyjącego już, światowej sławy muzyka.
Nie, to nie jest książka z gatunku bajeczki o Kopciuszku, który zdobył sławę dzięki udziale w wielkim balu. Nie jest to też książka o szlachetnej rywalizacji, choć i taką znajdziemy u Riku Ondy. To przede wszystkim książka o muzyce, jej przeżywaniu, o tym, że nie ma jednej, uniwersalnej tajemnicy muzyki, a każdy z nas powinien wypuścić ją z ciasnego pokoiku, w jakim została przed laty zamknięta. Dlaczego bowiem słuchamy muzyki? Odpowiedź jest prosta- jesteśmy ludźmi, więc będziemy delektować się muzyką, poezją czy malarstwem. Tylko czy aby naprawdę tej muzyki słuchamy? Najczęściej delektujemy się nią przy okazji innych czynności, traktując ją jako tło, co uniemożliwia nam jej przeżywanie. A przecież powinniśmy się w niej zatopić, zainteresować tym, kiedy została stworzona. I nie ma w tym niczego odkrywczego, każdy z nas, kto po przeczytaniu biografii Chopina inaczej przyjmował choćby scherzo h-moll, wie o czym mówię. Dlaczego więc nie korzystamy z tego, by poznać inne interpretacje niż te nam znane? Wszak zakochaliśmy się w Nigellu Kennedym, grającym ze swadą i lekkością cztery pory roku Vivaldiego czyniąc z tego utworu zupełnie coś nowego, dlaczego więc razi nas coś nowego? Każdy z nas ma prawo nawet do jazzowej interpretacji Bacha, choć w pierwszej chwili takowa może być przyjęta jako bluźnierstwo. Wypuśćmy muzykę na szerszy świat, pozwólmy przeżywać ją w sposób pełny i nie zamykajmy się w niej. Niech nie będzie ona murem oddzielającym nas od reszty świata. Muzykę bowiem poznać możemy przez pryzmat choćby kwietnej kompozycji. Ta druga bowiem jest również doskonałą caością.
Pamiętajmy o tym.
