
Codziennie używamy tych słów. Wydaje się więc, że rozumiemy istotę zarówno jednego, jak i drugiego, że wiemy o tym wszystko, co jest nam potrzebne. A tu nagle znajdują się cztery eseje Umberto Eco, które wywracają nasze wcześniejsze ich rozumienie.
REKLAMA
Przyznam się od razu. Od 1988 roku, kiedy to przeczytałem Jego Imię róży, jestem zagorzałym wielbicielem prozy Umberto Eco. Przyznam też, że nie tylko dostarczał mi wrażeń estetycznych. Dopiero bowiem straszenie RODO odsunęło w cień metodę opisaną w Zapiskach na pudełku od zapałek, pozwalającą na skuteczne pozbycie się telemarketerów. Umberto Eco zapisał się więc w mojej pamięci nie tylko jako świetny prozaik czy myśliciel, który bezbłędnie diagnozował nowe czasy, ale i ktoś, kto daje mi całkiem niezłe rady. I chyba dlatego zawsze sięgam po coś, co wyszło spod Jego pióra.
Mamy więc przed sobą nie tyle książkę, ale zbiór czterech tekstów, które powstały zarówno w ostatnich latach XX wieku, jak i krótko przed śmiercią Autora, a dotyczą one problemów z jakim przychodzi nam się spotykać już dzisiaj : migracja i nietolerancja. Migracja postrzegana jest przez Pisarza jako zjawisko nieuniknione, któremu nie sposób się przeciwstawić. Przez wieki bowiem ludzie mniejszymi, bądź większymi grupami migrowali, zmieniając zarówno siebie, jak i otoczenie, w którym się znaleźli, pokojowe migracje wcale nie muszą zakończyć się upadkiem naszego stylu życia czy naszej kultury- wszak to nie czarnoskóry cesarz rzymskiego imperium spowodował jego upadek, ale właśnie przeciwstawianie się nieuniknionemu, przy braku dostatecznej siły. To nie wielokulturowość zabiła Rzeczpospolitą Obojga Narodów, ale anarchia. I właśnie to w tej ostatniej skorzystano ze starego mechanizmu asymilacyjnego, o którym wiedzieli wszyscy przywódcy imperiów. Dopuszczenie części obcych do elit, stworzenie niepisanej umowy gwarantującej równe prawa i przestrzeganie tejże, daje gwarancję pokojowego współistnienia. Oczywiście sprzeciw wobec migracji nie musi być związany z nietolerancją, bowiem ta druga ma o wiele szersze podłoże. Nie wchodząc zbytnio w szczegóły, by nie streszczać tu przekazu Mistrza, powiem krótko. Nietolerancję należy zwalczyć już w wieku dziecięcym. Dorosły o ksenofobiczno rasistowskich poglądach jest odporny na logikę argumentów i dialog z nim jest bezcelowy. Dodam od siebie, że tylko doświadczenie nietolerancji na własnej skórze może skłonić ksenofoba do refleksji.
Weźmy więc do ręki te krótkie eseje. Ich lektura nie zajmie nam wprawdzie wiele czasu, ale być może skłoni nas do krótkiego resume naszego nastawienia do świata w jakim żyemy i tego, jaki ten świat chcemy pozostawić potomnym.
Bo chyba ich kochamy, prawda?
