
Miłość, przyjaźń, pragnienie odpuszczenia win i to poczucie wiszącego nad głową fatum. Jednocześnie jednak umiejętność czerpania tych małych radości dnia codziennego w sytuacji, gdy przychodzi egzystować nie tylko pod rządami nietolerancyjnego rządu, ale i w nietolerancyjnym społeczeństwie.
REKLAMA
Trudno chyba o bardziej przygnębiające rozpoczęcie książki jak scena pogrzebu. Przyjaciele i dawni kochankowie żegnają młodego mężczyznę. Jest rok 1985, społeczeństwa na całym świecie zdążyły dowiedzieć się o AIDS, chorobie, na którą nie znano jeszcze lekarstwa, nawet opóźniającego rozwój choroby, a utożsamianie jej z homoseksualizmem powiększyło i tak już wielką, graniczącą z nienawiścią, niechęć do homoseksualistów. Większość z uczestników pogrzebu wie, że prędzej czy później choroba dopadnie i ich, każdy jednak ma nadzieję, że właśnie jemu zostanie to oszczędzone, lub, że zmieni się społeczne nastawienie a cudowny lek pozwoli zamienić wyrok śmierci na uciążliwą, ale zapomnianą już dolegliwość. Tymczasem pracują ciesząc się małymi chwilami szczęścia ze stałym lub przypadkowym partnerem.
Teraz poznajmy Yale`a, znawcę sztuki, przed którym otworzyła się szansa na powiększenie galerii w której pracował. Nasz bohater przeżywa chwilę szczęścia przerwaną dość okrutną wiadomością. Jego partner jest chory i nie wiadomo czy zdążył przekazać mu wirusa choroby. Strach miesza się z żalem zdradzonego i oszukanego kochanka, dodatkowo dochodzą problemy ze znalezieniem mieszkania i kłopoty w pracy. Najgorsze jednak dopiero ma nastąpić. Trzydzieści lat po tych wydarzeniach Fiona, przyjaciółka Yale`a leci do Paryża w poszukiwaniu zaginionej córki. Ta podroż wywoła dawno zapomniane wspomnienia.
To nie może być przypadek, że tytuł książki nawiązuje do pamiętnych słów Scotta Fitzgeralda. Doświadczenie straconych pokoleń jest chyba uniwersalne, podobnie jak fatalizm tych, którzy nie widzą światełka w tunelu życia. Rebecca Makkai doskonale uchwyciła atmosferę wszechobecnego wykluczenia, walki z nim, a także tych uniwersalnych pragnień, jak choćby pragnienie szczęścia i uznania. Przeszłość ma wpływ na następne pokolenia, to też przekaz Autorki, o którym każdy z nas słyszał, jednak nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, zapominając o tym każdego dnia. I mimo, że dzieci nie powinny odpowiadać za winy ojców, to będzie się tak działo do końca świata, a nawet dzień dłużej. Świat jest bowiem niesprawiedliwy, bowiem dopuszcza byśmy cierpieli nie tylko z powodu błędów, ale i miłości.
A to ostatnie sprawiedliwym nie będzie nigdy.
