Dan Kulick
Śmierć w lesie deszczowym
Ostatnie spotkanie z językiem i kulturą
Dan Kulick Śmierć w lesie deszczowym Ostatnie spotkanie z językiem i kulturą Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Na odwrocie okładki tej książki znajduje się zdanie, które możemy uznać za oczywistą oczywistość. Język umiera wtedy, kiedy ludzie przestają nim mówić. Ten pozorny truizm nabiera jednak innego sensu, kiedy uświadomimy sobie, że język tayap stanie się martwym za jakieś pięćdziesiąt lat.

REKLAMA
Papua-Nowa Gwinea. Gdzieś tam głęboko w lesie deszczowym znajduje się wioska Gapun. Wioski tej trudno szukać na najbardziej nawet szczegółowych mapach. Nie jest to bowiem metropolia, zamieszkuje ja raptem dwieście osób. Jest w niej jednak coś, co zainteresowało Dona Kulicka, amerykańskiego antropologa i językoznawcę. Tym czymś jest maleńka licząca czterdzieści pięć osób grupa mieszkańców wioski, posługująca się językiem tayap. Owocem jego wypraw, obok niniejszej książki, stała się nie tylko praca doktorska Kulicka, ale również pięciusetstronicowa gramatyka tayap, niedługo jedyny namacalny ślad tego języka. Sama Śmierć jest zapisem procesu wymierania języka na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat i humorystycznie opisana codzienność mieszkańców wioski Gapun. Opowieść o zwykłych ludziach, którzy tak naprawdę niewiele różnią się od nas samych, jedynie pozbawionych wielu znanych nam gadżetów ułatwiających codzienne życie. jednocześnie to też niewypowiedziane oskarżenie wobec naszej cudownej, zachodniej cywilizacji, która niestety przyspiesza nie tylko degradację środowiska naturalnego, ale też wymieranie i tak skazanych na wymarcie kultur.
Przyznam, że po zakończeniu lektury przypomniało mi się anegdotyczne opowiadanie Piotra Billiga zawarte w zbiorze „Przypadki Saula Vogla” o pozornie niedostrzegalny wpływie wymarcia jednego gatunku ze świata fauny na resztę świata. Skoro bohater opowiadania zdecydował się zebrać malutką populację owadów, by uratować całą ludzkość, to czy my nie powinniśmy robić wszystkiego, by skazane na zapomnienie, na wymarcie kultury nie zostały objęte szczególną ochroną, lub chociaż udokumentowaniem ich dorobku? Być może dla nas, mieszkańców kraju nad Wisłą będzie nieistotny fakt, że za jakiś czas umrze ostatnia osoba władająca tayap, ale przecież to tka sama strata dla ludzkości jak zniszczenie każdego materialnego dorobku cywilizacji. Spójrzmy więc może szerzej, zapominając na chwilkę o karkówce z grilla i meczu piłkarskim.
Chyba jesteśmy ludźmi, prawda?