Sandor Marai
Dziennik 1977-1989
Sandor Marai Dziennik 1977-1989 Wydawnictwo Czytelnik

Autor niezapomnianego Sądu w Canudos, Żaru czy Wyznań patrycjusza. Świadek i recenzent XX wieku, krytyk totalitaryzmów i obserwator zmian w obyczajach i kulturze światowej. Sandor Marai i ostatni, najbardziej przejmujący i osobisty tom jego Dzienników.

REKLAMA
Postaram się drogi czytelniku nie zanudzać Cię skrótem życia Maraia. Jeśli otworzyłeś ten artykuł zapewne znasz dobrze tę Postać, jeśli nie, mniemam, że choćby ze zwykłej ciekawości otworzysz wikipedię i znajdziesz o Niej podstawowe informacje, a może nawet sięgniesz po Jego dorobek. Ten ostatni tom dzienników zaczyna się w sławetnym 1977 roku. Przez kraj przechodzi fala terroru Czerwonych Brygad. Zaledwie rok wcześniej władze w organizacji przejęli zwolennicy prowadzenia twardej i bezkompromisowej walki. Tego roku zginie czołowy dziennikarz La Stampa, a w następnym, 1978 roku, zostanie uprowadzony i zastrzelony chadecki polityk Aldo Moro. To już nie jest ten sam bezpieczny, przyjazny i tani kraj co dawniej. Ludzie, przynajmniej ci w wielkich miastach, zmieniają się, relacje cenowe nie są tak korzystne jak w czasach, kiedy emerytowany już pisarz postanowił osiąść w urokliwym Salerno. W dodatku tęsknota za przybranym synem i wnuczkami przeważyła. Pisarz wraz z długoletnią żoną, przenoszą się do San Diego. Szybko okazuje się, że i ta Ameryka nie jest tą samą, co przed trzynastu laty, ma jednak tę zaletę, że w tutejszych bibliotekach jest epszy wybór książek w różnych językach. Tak, ostatnie lata życia Pisarza będą przebiegały pod znakiem powrotu do lektur, kontestowania zmian obyczajowych, narzucanych głównie przez nastawione na zysk stacje telewizyjne, wieczorne seanse muzyczne i troskę o zdrowie Loli, tej samej, którą przed laty ukrywał na węgierskiej prowincji, tej samej, która nakłoniła go do adoptowania dziecka, wreszcie tej samej, która w małych zeszytach opisywała własne uczucia i myśli, głównie o Nim.
Tak, ten tom powoduje, że Dzienniki tracą ten beznamiętny, oficjalny charakter. Można mieć wrażenie, jakby Pisarz albo nie mógł okiełznać targających nim uczuć, albo też postanowił zrezygnować z ich publikacji. Częściej pojawia się w nim Lola, częściej Janos, a nawet wnuki Pisarza. I właśnie to powoduje, że ten tom jest chyba najbardziej przejmującym świadectwem starości i umierania. Bo starość nie udała się Stwórcy. Szwankujące zdrowie? Nie, to zbyt łagodne określenie. Starość to troska o najbliższą osobę, o jej zdrowie, o to czy da sobie radę, kiedy nas nie będzie, to marzenie, by odejść z tego świata razem. Wreszcie to wspomnienia, kiedy jej zabranie i szykowanie się do tego, by do niej dołączyć. Precyzyjne, wyrachowane, a jednocześnie rozpaczliwe tak bardzo, że czytając o nim wiemy, iż to nie poza, ani nie żebranie o uwagę świata.
Aż wreszcie następuje moment, kiedy można powiedzieć to ostatnie zdanie. Już pora.