
Człowiek, których chciał przeżyć i przeżył. Człowiek, który uciekł, choć ta ucieczka była skazana na porażkę. Michał Krupa wspomina swą ucieczkę z łagru Peczora.
REKLAMA
Ta nasza pogmatwana polska historia. XX wiek jak żaden inny doświadczył naszych rodaków. Wydaje się, że każda z historii opisujących polskie losy nadaje się do spisania i upamiętnienia. Właściwie to mimo, że są one dość często do siebie podobne, to w czasie lektury nie tylko znajdujemy coś nowego, ale nie dostrzegamy w nich żadnego podobieństwa. Na tym tle wspomnienia Michała Krupy wydają się czymś zupełnie nowym. Może to nico awanturnicze życie Autora? A może brak patosu w jego relacji? A może jedno i drugie? Odpowiedź na te pytanie nie jest jednak tak ciekawa jak sama historia naszego bohatera.
Wyobraźmy sobie młodzieńca, który ucieka z zakonu, wstępuje do wojska, bierze udział w kampanii wrześniowej, po zakończeniu której przedostaje się na tereny okupowane przez Związek radziecki, by uratować swoją rodzinę. Aresztowany w czasie przekraczania granicy został oskarżony o szpiegostwo na rzecz Niemców. Dalej śledztwo na Łubiance i deportacja do łagru. Rzeczywistość obozowa i jedna na tysiąc szans, szansa na ucieczkę, która tak naprawdę była serią kilku ucieczek. Ta opowieść to gotowy scenariusz na film, który przemówiłby do widzów na całym świecie.
To który z reżyserów przeniesie ją na ekran?
