
Dziecięca prostytucja, mafia pedofilska, gwałty. Czy to temat na letnią lekturę? Z pewnością nie, jednak tę książkę należy przeczytać i wyciągnąć z niej nieco wnioski, po których zdolni będziemy zmienić dotychczas panującą narrację o najbardziej karygodnym zjawisku. O wykorzystywaniu seksualnym najmłodszych.
REKLAMA
O tej historii słyszeliśmy wszyscy. Samobójstwo nastolatki, upór jej matki i zaangażowanie kilku dziennikarzy śledczych nagłośniło sprawę trójmiejskich dyskotek, w których dochodziło do przestępstw seksualnych. Mikołaj Podolski, ten, który jako pierwszy zajął się tą sprawą, opisuje po latach cały żmudny proces dochodzenia do prawdy. Czy udało mu się jednak dotrzeć do całej prawdy? To pytanie w sposób naturalny zada sobie każdy z nas. Jednak to nie sama tragiczna historia skrzywdzonych nastolatek porusza w książce najbardziej. Najważniejszymi są wnioski samego Autora, oraz samodzielne wnioski krytycznego czytelnika.
Nie trzeba być geniuszem, by zauważyć, że seksualne wykorzystywanie nieletnich ma podłoże w wyimaginowanym poczuciu wyższości sprawcy nad ofiarami. Poczucie takie daje przede wszystkim dotychczasowa bezkarność i odpowiednie zasoby materialne. Sprawca jest zazwyczaj skrzywionym emocjonalnie człowiekiem a seks traktuje w kategoriach sprawowania władzy, dominacji nad drugim człowiekiem. Pozostawmy jednak dywagacje, czy sprawców należy karać czy leczyć, to sprawa drugorzędna. Na samym początku powinniśmy wymusić unikanie w publicznym dyskursie tematu przemocy seksualnej, w tym pedofilii, jako okazji do wyrażania publicznych deklaracji i pozorowanych działań. Temat ten zawsze będzie niewygodny zarówno społecznie, jak i politycznie. Czy możemy mówić bowiem o powszechnym potępieniu pedofilii, bo tak należy nazwać każde współżycie seksualne z osobą, która nie ukończyła piętnastego roku życia, jeśli dopuszczamy obronę sprawcy nie tylko przez niego samego, ale też korporacje zawodowe, czy nawet polityków? Czy możemy mówić o społecznym potępieniu, jeśli osoba skazana, jeszcze nieprawomocnym, ale jednak wyrokiem, wypuszczona jest na wolność i nikt nie widzi przeciwwskazań, by powrócił do miejscowości, gdzie dopuszczał się przestępstw? Przykładów można mnożyć, również sięgając do wypowiedzi polityków i nietrudno nam dostrzec, że temat przestępstw seksualnych jest wykorzystywany, w sposób podły i urągający cierpieniu ofiar, politycznie. I to właśnie do nas wszystkich zależy zmiana społecznego dyskursu. To my sami powinniśmy, przy każdej okazji, każdej próbie relatywizowania bezkarności sprawców, domagać się, by konkretna sprawa, była do końca wyjaśniona. I niby to samo pisał pan Podolski w swojej książce, niby zachował jakąś polityczną równowagę, ale jakoś zapomniał wspomnieć o tym, że w momencie oddania książki do druku sejm nie powołał, mimo dziewięciomiesięcznego mandatu ustawowego, członków sejmowej komisji do spraw pedofilii.
Dziwny to przejaw sklerozy.
