Roy Jacobsen
Oczy z Rigela
Roy Jacobsen Oczy z Rigela Wydawnictwo Poznańskie

Z nieba Barroy wygląda jak odciśnięty w morzu ślad stopy z kilkoma poobijanymi palcami od zachodu. Tyle, że nikt wcześniej nie oglądał Barroy z nieba, z wyjątkiem bombowców, które nie wiedziały, co widzą i Pana Boga, któremu zdaje się nie przyświecał żaden cel, kiedy stawiał tę pieczęć na morzu.

REKLAMA
Te słowa otwierają trzeci, ostatni już tom trylogii z Barroy, opowieści o życiu Ingrid, kobiety, która nie potrafi rozmawiać, ale jest znakomitym obserwatorem otaczającej rzeczywistości, głodnym prawdy i prawdziwych, nie udawanych uczuć. Naszą bohaterkę spotykamy już po zakończeniu wojny. Norwegia jest wolna, gdzieś na stałym lądzie dokonywane są rozliczenia z kolaborantami i zdrajcami. To wszystko jest jednak dalekie, na wyspie cały świat, świat Ingrid kręci się wokół córeczki. Włosy i oczy Kai przypominają kobiecie ukochanego. Postanawia więc ruszyć jego śladem, by poznać jego dalsze losy i przy odrobinie szczęścia sprowadzić go na wyspę. Powojenna Norwegia, kobieta z dzieckiem na ręku i droga, tym bardziej daleka, iż cel jej jest nieznany. Ta podróż staje się drogą przez kraj i ludzi naznaczonych świeżą okupacją. Tu każdy chce o czymś zapomnieć, zarówno skrzywdzeni przez okupanta, jak i ci, którzy z nim współpracowali. W tych warunkach poszukiwanie zaginionego mężczyzny wydaje się być szukaniem igły w stogu siana. A jednak Ingrid łapie trop, niczym pies gończy trzyma się go, mając chyba najlepszą możliwą motywację. Poznanie prawdy.
Roy Jacobsen dowodzi, że oszczędność języka, która jest cechą literackiego i publicystycznego języka Skandynawów, nie musi oznaczać braku emocji. W Oczach z Rigela emocje tryskają z każdej strony. Niedopowiedzenia, które stosuje Autor wymuszają u czytelnika próbę wejścia w sytuację bohaterki, co zwiększa przekaz emocjonalny. I tu opisy przyrody, ubrań czy wystroju pomieszczeń traktowane są marginalnie. Nie znajdziemy też, charakterystycznej dla skandynawskiego kryminału, informacji o ilości kostek cukru dodawanych do filiżanki kawy i długości mieszania płynu łyżeczką. Ta proza broni się sama, o ile oczywiście uda nam dostosować się do tempa i sposobu narracji. Jeśli tak, to czeka nas uczta duchowa, trwająca zbyt krótko, bowiem nieco ponad 250 stron, ale zawierająca tyle emocji, że o Oczach z Rigela pamiętać będziemy jeszcze długo.
A to świadczy o niebanalnej książce.