Robert Forczyk
Fall Weiss
Najazd na Polskę 1939
Robert Forczyk Fall Weiss Najazd na Polskę 1939 Dom Wydawniczy Rebis

W sumie staje się to swoistą tradycją. Nastaje kolejny wrzesień i po raz kolejny rozpamiętujemy 1939 rok. Pamięć jest oczywiście ważna, ale ta nasza obarczona jest skazą politycznego traktowania historii. I oto wydawałoby się, że historyk wojskowości i dawny oficer spojrzy na temat wojny w nieco inny sposób. Szkoda, że i tym razem nie doczekaliśmy się czegoś, co pozwoli nam spojrzeć na wrzesień 1939 roku bez emocji.

REKLAMA
Biorąc do ręki jakąkolwiek pozycję książkową zastanawiam się nad docelowym jej czytelnikiem. W przypadku Roberta Forczyka odpowiedź wydaje się być prosta. Docelowym czytelnikiem będzie przeciętny Amerykanin, o ile oczywiście egzotyczna Polska będzie go w jakimś stopniu interesować. Taki czytelnik wybaczy Autorowi wplatanie własnych sympatii politycznych, choćby w dedykacji umieszczonej za stroną tytułową. Czytelnik polski, o ile nie będzie nastawiony do historii w sposób idealizujący przeszłość, zirytuje się widząc na samym początku kilka innych politycznych deklaracji, a także opisaną w telegraficznym skrócie historię Polski od 1241 roku do 1918. O ile co do drugiej daty nie będziemy mieli w czasie czytania żadnych wątpliwości, to pierwsza powinna nas skłonić do refleksji. Najazdy mongolskie chyba nie są jakąś specjalną cezurą w naszej historii. Czyżby nasz Autor chciał gloryfikować klęski, a nie zwycięstwa? Na pewno jednak Forczyk stara się gloryfikować II Rzeczpospolitą. Czytając o przygotowaniach wojska polskiego do przyszłej wojny możemy odnieść wrażenie, że zaniedbaniom w tym zakresie zawinili Francuzi i Anglicy. Daremnie szukać u Forczyka odniesień do niewykorzystanego w pełni raportu jaki wojskowi opracowali po doświadczeniach zamachu majowego, a z którego logiczne kierunki modernizacji armii są czytelne nawet dla laika. Jest to jednak jeden grzeszków Autora, o których moglibyśmy powiedzieć, że są mniejszej wagi. Niewybaczalnym bowiem, zwłaszcza dla historyka, jest użycie kolokwializmu, mającego ukryć pomajowe czystki w polskiej armii. Choćby porwanie i prawdopodobne zamordowanie generała Zagórskiego określił on mianem „odsunięcia od władzy”. Podobnie jest z tezą, którą lansuje Autor, że gdyby np. Czesi stawiliby opór, to sytuacja polskiej armii byłaby lepsza. Po czym takim tylko wzdychamy mówiąc, że gdyby ciocia miała wąsy, to byśmy do niej mówili wujaszku.
Clou książki ukierunkowane jest jednak na dowiedzeniu tezie, że niemiecka armia dopiero uczyła się blitzkriegu, a kampania wrześniowa była typową wojną konwencjonalną. A przecież wrzesień 1939 był pierwszym praktycznym sprawdzianem bojowym zarówno dla teorii wojskowości, jak i niemieckiej kadry oficerskiej. Nie dodał Autor, że ci niemieccy oficerowie, którzy nie sprawdzili się we wrześniu, nie dowodzili samodzielnymi jednostkami wojskowymi, pełniąc mniej zaszczytne funkcje w administracji wojskowej, przechodząc na emerytury lub też kierując obozami jenieckimi. Blietzkrieg nie tylko opierał się na szybkości marszu armii, nie tylko na wykorzystaniu oddziałów zmotoryzowanych, ale przede wszystkim na ścisłym współdziałaniu Wehrmachtu i Luftwaffe.
Lansowana teza ubarwiana jest niestety zbyt często podawaniem informacji fałszywych lub opartych tylko na zeznaniach kilku świadków. Na bogów, krwawa niedziela bydgoska została już wyjaśniona w Polsce i nawet przyjęta o niej prawda jest opisywana przez tzw. prawicowych publicystów historycznych, polskiego zaś bombardowania Gdańska nigdy nie było. Podawane w taki sposób informacje kładą się cieniem na innych. Jeśli bowiem Autor dokonał w jednym miejscu mniej lub bardziej świadomej manipulacji, to czy mamy pewność, że w innych przypadkach tego nie zrobił? Robert Forczyk chce przedstawić się jako ktoś, kto obala mity narosłe wokół września 1939. Drogi Autorze. Mity te już zostały dawno obalone. O wymyślonych przez włoskich korespondentów wojennych szarżach konnicy na czołgi pisał, obśmiewając te mity, historyk wojskowości pułkownik Załuski, o planach mobilizacyjnych, jako majstersztyku organizacyjnym, pisał brytyjski historyk Norman Davies. Przykładów można mnożyć jeszcze długo, dochodząc do wniosku, że Forczyk wyważa dawno już otwarte drzwi.
I jeszcze jedno, drogi Autorze. Fall Weiss nie był najazdem na Polskę. Był planem najazdu. Taka tam uwaga zwykłego historyka amatora.