Piotr Pytlakowski
Ich matki, nasi ojcowie
Niewygodna historia powojennej Polski
Piotr Pytlakowski Ich matki, nasi ojcowie Niewygodna historia powojennej Polski Dom Wydawniczy Rebis

Zemsta jest podobno rozkoszą bogów. Choć wielu z bohaterów zbioru reportaży Piotra Pytlakowskiego prawdopodobnie nie słyszała tego powiedzonka, to większość z nich doświadczyła prawdy w nim zawartej. Rok 1945 zmienił wszystko. Przesunęły się mapy świata, dla wielu ludzi pojęcia zła i dobra zostały zmienione, zmieniły się też granice. Nastał czas zemsty, choć ta, wymierzana na ślepo, nie dosięgała często rzeczywistych sprawców.

REKLAMA
Nieżyjący już peerelowski polityk Mieczysław Rakowski opisał scenę, którą widział w ostatnich dniach lutego 1945 roku. Ulicami świeżo wyzwolonego miasta szedł pochód niemieckich jeńców wojennych. Wielu miasta wzywało maszerujących jeńców, poszturchiwała ich czy obrzucała kamieniami. Każdy, kto ma choć minimalną wiedzę o okupacyjnej codzienności Poznania zrozumie ten wybuch nienawiści. Nagle z tłumu wyszła sterana życiem kobieta. Jej sąsiedzi wiedzieli, że w pierwszych miesiącach okupacji zabito jej męża, a potem starszego syna. Upokarzana i obrabowana kobieta miała wiele powodów do nienawiści. Kobieta jednak nie rzucała kamieniami, nie krzyczała. Dostrzegła w tłumie młodego chłopaka. Nie była dla niej istotna jego narodowość, ani czy założył wrogi mundur pod przymusem, czy był też ochotnikiem. Zobaczyła po prostu przerażone i głodne dziecko. Kawałek chleba, który dostał młody żołnierz był tym kawałkiem, którego nie dostał już jej młodszy syn. Ta historia przypomniała mi się, kiedy już skończyłem lekturę tej książki. Dwie, jakże różne postawy- okrucieństwo i czystą zemstę opisaną przez Pytlakowskiego, zestawiłem z aktem miłosierdzia. Między tymi skrajnymi postawami było jednak miejsce na wiele innych, znacznie bardziej akceptowalnych.
Tak, ta książka nie będzie dla nas przyjemną lekturą. Użalanie się nad Niemcami? Tymi samymi, którzy spowodowali wojnę? Wszak dla wielu z nas już sama narodowość świadczy o winie czy niewinności. Wielu pewnie czytelników tak zareaguje na tę książkę. A tymczasem większość relacji pochodzi z ust kilkuletnich dzieci, które przecież nie miały nic wspólnego z tym, co zrobili ich ojcowie czy ziomkowie. Win, podobnie jak zasług, nikt nie dziedziczy. A jednak właśnie one ucierpiały najbardziej. To one oglądały gwałty na swych matkach, to one widziały jak ich wola życia topniała jak kostka lodu wrzucona do wrzątku. Wreszcie to one znosiły upokorzenia ze strony otoczenia. I żadna krzywda nie usprawiedliwia losu tych dzieci. W ten bowiem sposób ofiary weszły w rolę katów, samozwańczych mścicieli, o których dzisiaj myślimy z niechęcią.
I szkoda tylko, że ta książka nie wywoła dyskusji o naszej historii, dyskusji, na jaką zasługuje.