Elif Shafak
10 minut i 38 sekund na tym dziwnym świecie
Elif Shafak 10 minut i 38 sekund na tym dziwnym świecie Wydawnictwo Poznańskie

Przedmieścia Stambułu. Tu w ulicznym śmietniku znalezione zostaje ciało kobiety. Jej umysł pracuje jeszcze kilka minut analizując chwile, które doprowadziły ją z dalekiej prowincji do tego miejsca. I mimo, że jej opowieść brzmi niczym akt oskarżenia wobec Turcji, kobieta nie ocenia, nie oskarża. Opowiada po prostu o własnym życiu.

REKLAMA
Elif Shafak należy do tego gatunku pisarek, które co prawda znajdują uznanie czytelników, ale niekoniecznie elit politycznych czy przywódców religijnych. Nic dziwnego- w centrum zainteresowania autorki jest tylko człowiek, inny od całego otoczenia, outsider pragnący żyć według własnych zasad i pragnień, słowem – pragnący spokoju wyrzutek. 10 minut, siedemnasta już książka w jej dorobku, konsekwentnie porusza problem zarówno praw kobiet jak i szeroko rozumianej inności. Tequila Leyla, główna bohaterka, snuje opowieść własnym życiu, pełnym niedomówień, skrywanych tajemnic. Dziewczyna, jak każda w jej wieku, pragnie poznać coś innego, zafascynowana zachodem, a to nie znajduje uznania ze strony dość tradycyjnej, aczkolwiek przepełnionej hipokryzją, rodziny. Postanawia więc wziąć sprawy we własne ręce i poszukać szczęścia w Stambule, licząc, że znajdzie tam innych ludzi. Ta naiwność pchnie ją na drogę, z której w tureckiej rzeczywistości nie ma odwrotu. Jednak właśnie w tym niechcianym życiu znajdzie wielką miłość i kilkoro wspaniałych przyjaciół. Niestety ta droga zaprowadzi ją też do obskurnego śmietnika w jednej z dzielnic miasta. Zgodnie z prawem, jeśli pochówkiem nie zajmie się najbliższa rodzina, ciało naszej bohaterki trafi do bezimiennego grobu. Na to jednak nie chcą pozwolić jej przyjaciele.
Konwencja literacka, zgodnie z którą uwspółcześnia się mity greckie lub włoskie opowieści renesansowe, nie jest niczym nowym dla tureckich pisarzy. Z powodzeniem zastosował ją Orhan Pamuk czy Burhan Somnez. Do ich opowieści o Królu Edypie czy męskiej wersji Dekameronu możemy teraz dodać czyn Antygony. Grupka przyjaciół naszej Leyli łamie prawa ludzkie, narażając się na grzywny czy więzienie, by spełnić boskie prawo do godnego, na tyle na ile się na oczywiście, pochówku, oraz do wspominania zmarłej, osoby wykluczonej, wyalienowanej, ocenianej z jednej tylko, widocznej strony. A prawa ludzkie, jak sami wiemy, zwłaszcza w społecznościach konserwatywnych, dbających o „wartości”, również te, których nikt nie przestrzega, są fikcją, bowiem krzycząca, ortodoksyjna mniejszość potrafi uczynić to samo, co pieniądze ze skorumpowanym urzędnikiem. Państwo, które się temu poddaje, które nie chce pamiętać o najsłabszych, nie chce pamiętać o innych, które lekceważy zasadę równości ludzi, jest słabe i miast kształtować wolę obywateli, poddaje się tym najbardziej krzykliwym.
A takie papierowe mocarstwa szybko upadają.