
Gdyby Wyspiański nie poczuł się urażony formą, w jakiej Rydel zaprosił na swoje wesele żonę naszego dramaturga, który to borykając się ze wstydliwą chorobą nie mógł pić też alkoholu, prawdopodobnie nigdy byśmy nie usłyszeli o tych trzech kobietach i nie mieli okazji poznać kawałka historii Bronowic Małych, wsi wprawdzie podkrakowskiej, ale do parafii mariackiej należącej.
REKLAMA
Kłótnia z pisarzem jest dość ryzykowna. Potrafi taki umieścić Cię w książce i tak obsmarować, że nie oczyścisz się do końca swego życia. Gorzej może być tylko wtedy, kiedy pisarz tworzy kryminały. Tu kres życia lub wolności jest niemal pewny. Chyba o tym nie wiedział Pan Młody, kiedy zapraszał żonę Wyspiańskiego na swą uroczystość. My jedynie możemy być z tego zadowoleni, mogąc dziś czytać o tym zdarzeniu. Sportretowane w Weselu siostry Mikołajczykówny jawią się dokładnie tak, jak ówczesne mieszczaństwo widziało chłopów. Prostacy, którzy nie powinni interesować się niczym poza własną pracą, a interesujący się polityką i gotowymi wejść do świata zupełnie im obcego. Świat ten bronił się przed naporem obcych, czego dowodem była choćby towarzyska obstrukcja z jaką spotkało się małżeństwo Temtajerów, czy nieprzychylne komentarze nasze bohaterki były samodzielnymi i inteligentnymi kobietami, wspaniałymi partnerkami życiowymi swych mężów.
Ta książka nie jest jednak tylko historią trzech kobiet. To kawałek historii Polski, kreślona z ich perspektywy, historii, która zaczyna się w 1890 roku, ślubem Anny i Włodzimierza, a zakończonej w 1954 roku pogrzebem najstarszej z sióstr Mikołajczykówien. Młoda Polska, I wojna światowa, świeżo odzyskana niepodległość i ta druga, która da Anny i jej córek miała smak cienkich zupek w kopalni Tiopsa i fig w Teheranie. Mała historia kobiet w dziejowej zawierusze XX wieku. I przyznać należy, że historię tę nakreśliła Monika Śliwińska po mistrzowsku, dokładając wszelkich starań, by opisać swe bohaterki w sposób jak najlepszy i najpełniejszy.
Czytajmy.
