Marcel Woźniak
Tyrmand. Pisarz o białych oczach
Marcel Woźniak Tyrmand. Pisarz o białych oczach Wydawnictwo Marginesy

Rano raz jeszcze ukorzyłem się przed Bogiem. W imię Boże rozpoczynam ten dziennik, jak zawsze robię to z racji świąt, początków, rocznic i innych powodów do metafizycznych sentymentów, rozrzewnień i w ogóle przy każdej okazji, jaka się do tego nadaje.

REKLAMA
Od tych słów zaczął Leopold Tyrmand swój słynny Dziennik 1954 roku, subiektywny dokument epoki, przerwany, a potem prawdopodobnie przerabiany przez samego Pisarza. Pokora, z jaką pisał te słowa, prawdziwa czy udawana, wiele mówi o tym, jak Tyrmand przyjmował kolejne ciosy od losu. O Leopoldzie Tyrmandzie każdy z nas choćby tylko słyszał. Autor Złego, potępiany w czasach stalinowskich wzór bikiniarza, miłośnik jazzu, wreszcie emigrant. Niektórzy do tej listy dodają ocalonego z Holokaustu, czy przedstawiciela pokolenia Kolumbów. A tę z kolei listę możemy uzupełnić o jedną, jakże istotną cechę. Miłośnik wolności. To ostatnie brzmi jak zarzut, zwłaszcza ze strony tych, którzy dali się zniewolić, lub poszli na coraz to bardziej upokarzające kompromisy. Ten bowiem najbardziej nienawidzi człowieka wolnego, kto wcześniej dał się zniewolić, a teraz wolności jemu zazdrości.
Ta książka nie jest biografią Leopolda Tyrmanda, ale raczej reportażem o jego życiu. Marcel Woźniak dociera zarówno do znajomych, jak i rodziny Pisarza, przeprowadza kwerendę dokumentów jakie pozostały po Autorze Złego. I ten właśnie reportaż zmierza w stronę czegoś, co jednocześnie będzie opowieścią o próbie zniszczenia człowieka przez bezwzględny system, historią wielbiciela kobiet, a także zbiorem cudów uczynionych przez optymizm, bowiem tylko optymizm pozwala nam walczyć do końca. O życie i zasady. A kiedy skończymy już lekturę, zawstydzimy się wcześniejszym przekonaniem, iż wiemy o Tyrmandzie wszystko. Pojmiemy bowiem, że jest w Nim jeszcze wiele do odkrycia.
Jak w każdym geniuszu.