Jerzy Antczak
Jak ja ich kochałem
Jerzy Antczak Jak ja ich kochałem Axis Mundi

Aktor, reżyser teatralny, nauczyciel gry aktorskiej. Twórca znakomitych seriali takich jak Hrabina Cosel czy Noce i dnie. Mamy przed sobą autobiografię Jerzego Antczaka.

REKLAMA
Stara tradycja japońska wymaga od wybitnych twórców, by stworzyli oni przed śmiercią przesłanie podsumowującą własne życie. Wychodzi z tego zbiór własnych myśli filozoficznych czy przedstawienie creda życiowego. Oczywiście te podsumowania nie mają większego sensu, jeśli twórca nie pokazał tego wszystkiego przez całe swoje życie, to czy zdoła uczynić to na łożu śmierci? Pomijając dysputę nad sensem tego zwyczaju, przyznać musimy, że Jerzy Antczak poszedł drogą wielu starych japońskich poetów. „Jak ja ich kochałem” jest po prostu nieco mistyczną autobiografią naszego reżysera, drogą prowadzącą z Włodzimierza Wołyńskiego do Los Angeles. Po drodze liceum lublinieckie i łódzka szkoła filmowa. Role filmowe i pierwsze zmagania po drugiej stronie kamery, liczne nagrody i dzieło życia naszego reżysera- Noce i dnie. Z mistycznej autobiografii wynika, że całe jego życie było wstępem, przyczynkiem do nakręcenia tego filmu. Na każdym etapie zbierane obserwacje ludzi, ich gestów, sytuacji, które potem znalazły swoje odbicie na taśmie celuloidowej. To piękny hołd złożony swemu dziełu, a także swemu życiu, a raczej postaciom, które w nim napotkał.
I tu niestety kończą się moje zachwyty nad samą książką. Jej największą wadą jest wspominany mistycyzm, przekonanie o opiece wyższej siły, opiece wywróżonej przez samobójczego wróżbitę. Te mistyczne wstawki, połączone z częstym wspominaniem Ryszarda Kapuścińskiego czynią tę książkę nieco niestrawną. Szkoda, że Autor wybrał taką konstrukcję, niemniej jednak to jego życie, jego autobiografia, wreszcie jego podsumowanie życia.
Ma do tego prawo.