
Inter arma silent Musea. Ta sentencja łacińska znana jest każdemu z nas. W czasie wojny milczą muzy. W czasie wojny wszystko, co nie służy wojnie, schodzi na dalszy plan. Czy aby na pewno? Reportaż Mike Thomsona zdaje się dowodzić czegoś zupełnie innego.
REKLAMA
Podobno przeglądając pierwszy projekt wojennego budżetu Wielkiej Brytanii, Winston Churchill zwrócił uwagę na brak pozycji dotyczącej wydatków na kulturę. Kiedy usłyszał, że jest wojna, a wszystkie sprawy poza nią są nieważne, mocno zdenerwowany zripostował, iż ten sposób myślenia pozbawia sensu prowadzenia wojny przeciw ludziom, którzy tę właśnie kulturę niszczą. Nie wiem, czy historia ta jest prawdziwa, ale pasuje do tego, co w oblężonej Darajji robiła grupa ludzi, dla których cenniejszym od życia było zasmakowanie kilku normalnych chwil, złudzeniem życia w normalnym świecie, zyskanie odrobiny nadziei na przyszłość.
Darajja. Miasto niedaleko Damaszku. To tu odbyły się jedne z pierwszych protestów przeciw reżimowi Assada, to tu w sierpniu 2012 siły reżimu dokonały masakry ludności cywilnej, wreszcie to tu zrzucono setki bomb beczkowych i to z tego miasta przymusowo wysiedlono pozostałych mieszkańców. Nietrudno się więc domyśleć, że Darajja przypominała piekło na ziemi. A jednak tu, w samym środku tego piekła grupka ludzi, w przerwach między walkami, wyszukiwała w zniszczonych domach resztki księgozbiorów. Wynoszone ze zniszczonych pomieszczeń, czyszczone i skatalogowane miały służyć wszystkim tym, którzy w lekturze szukali oderwania od okropieństw wojny, zdobywali wiedzę w nadziei na to, że już po wojnie będą mogli ją wykorzystać w dalszym, spokojniejszym już życiu. Czyżby była to opowieść niosąca nadzieję? Być może w lipcu 2016 roku, kiedy świat dowiedział się o istnieniu biblioteki w oblężonym mieście tak właśnie było, ale dziś ta nadzieja jest jedynie złudzeniem. Zaledwie dwa miesiące później Darajja poddała się i na mocy układów bojownicy, wraz z częścią mieszkańców, opuścili oblężone miasto. Czy ktoś z czytelników tej niezwykłej biblioteki przeżył do dnia dzisiejszego? Tego nie wiemy, dlatego czytając ten reportaż tłumimy skowyt duszy. Cóż bowiem jest gorszego niż utrata resztek nadziei? Nawet jeśli nie jest to nasza nadzieja, nawet jeśli tylko nasza sympatia skierowana jest w stronę tych, którzy zostali jej pozbawieni?
Pamiętajmy o tym.
