Ayfer Tunc
Historie z ojczyzny
Ayfer Tunc Historie z ojczyzny Wydawnictwo Książkowe klimaty

Ojczyzna. Naród. Patriotyzm. Słowa powtarzane jak mantra tak często, że powszednieją, zaczynają irytować tak bardzo, że przestajemy się nad nimi zastanawiać. Przestajemy myśleć o tym, co robić, by słowom tym nadać nowy sens, by choć w części zniknęła z ojczyzny niesprawiedliwość, by ludzie w niej mieszkający przestali postępować podle. By poczucie własnej wyższości, czy to z powodu wyznawanej religii, czy to statusu społecznego i miejsca urodzenia nie powodowały poczucia wyższości jednostek nad resztą.

REKLAMA
Ojczyzna. W języku niemieckim istnieją dwa słowa definiujące ojczyznę. Jedno oznacza cały kraj, drugie, znacznie węższe, miejsce swojego urodzenia, miejsce, w którym się dorastało, z którego pochodzą nasze korzenie. Ten cholerny XX wiek pozbawił naszych rodziców i dziadków tej małej ojczyzny, ziemi przodków, cmentarzy, na których leżeli nasi pradziadkowie. Gdzieś tam niknie ten tradycyjny, prawdziwy patriotyzm i zastępowany jest, niestety, tym podłym, górnolotnym, ostatnim schronieniem wszelkiej maści oszustów i krętaczy, dla których jest to tylko słowo, wypowiadane z taką samą obojętnością jak choćby „kartofel”. I chyba marne to pocieszenie, że brak korzeni w czwartym pokoleniu nie jest tylko naszą bolączką, że ci niezrozumiali dla nas Turcy przeżywają dokładnie to samo. Cóż, Ayfer Tunc pisze o sprawach, które dotyczą i nas samych, o tym, czym jest właściwie naród, czym ojczyzna, jednocześnie zmuszając nas do ponownego zdefiniowania słowa patriotyzm.
Gdyby spojrzeć na tę książkę przez pryzmat jej trzeciej, najbardziej obszernej części, moglibyśmy potraktować ją, jako zbiorek mniej lub bardziej anegdotycznych historyjek z życia przeciętnych Turków. Niektórzy z nas uznaliby je za nieco egzotyczne, dające czytelnikowi zachodniemu złudne poczucie wyższości nad nieucywilizowanym do końca narodem, a tylko niektórzy doszukiwaliby się analogii z naszą codziennością. Ale Autorka nie pozostawia nam złudzeń od samego początku. „Najbardziej bolesnym aspektem naszego kryzysu szczerości jest sfalsyfikowana przeszłość. Nasz społeczny charakter cechuje brak pamięci i obłuda”. Trudno chyba o bardziej uniwersalny cytat charakteryzujący społeczności wychowywanej w cieniu tzw. polityki historycznej. Jakże często zapominamy bowiem o naszej historii i to nie tylko tej chwalebnej, ale i tej wstydliwej. Nie chcemy bowiem przyjąć do wiadomości, że nasi przodkowie to nie tylko bohaterowi spod Grunwaldu czy Kircholmu, że obok bohaterskich czynów, nasi przodkowie popełniali zwykłe zbrodnie. Pozbawiając się części tożsamości, stajemy się bardziej podatni na stereotypy, a w konsekwencji o wiele częściej powielamy, przynajmniej w części, podłości naszych przodków. Cóż, swoista refleksja nad nami samymi wywołana przez turecką pisarkę? Tak, w trakcie lektury zastanawiałem się jak ten zbiór esejów został przyjęty w Turcji. Jeśli jest prawdą, że bogoojczyźniany odłam tureckiego społeczeństwa reaguje podobnie jak ten nasz, możemy się spodziewać bardzo cierpkich, a nawet napastliwych komentarzy. A przecież Tunc napisała wyraźnie, podając w części drugiej historię pewnej orkiestry, opowiedzianej przez pryzmat fotografii, że nie wystarczy siłą ubrać społeczeństwo w zachodnie stroje, dać im nowy alfabet i nazwiska, by społeczeństwo to stało się z dnia na dzień bardziej nowoczesne i demokratyczne. Że trzeba wielu lat, by nauczyć ludzi demokracji i to tej bardziej odpowiedzialnej, że garnitur pasuje dopiero w drugim, a frak w trzecim pokoleniu, a wreszcie tego, że w imię nowoczesności nie możemy zapominać o historii. Zwłaszcza tej trudnej.
I to również dotyczy nas samych.