
Właściwie nie wiem, czy nowa książka Daniela Goldhagena wydana niedawno nakładem wydawnictwa Znak pasuje akurat do działu Kultura i styl, ale jakoś nie widzę działu, gdzie pasowała by lepiej
REKLAMA
XX wiek, wiek, który zmienił wszystko, został określony tytułem książki Goldhagena „Wiekiem ludobójstwa”. Sama osoba Autora tej książki wzbudza pewne kontrowersje. Jeśli sięgamy po którąkolwiek z książek Goldhagena, musimy być przygotowani na dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest to, że książki Daniela Jonaha Goldhagena są niczym przysłowiowy kij wkładany w mrowisko. Tak było np. kiedy Goldhagen opisał udział tzw. zwyczajnych Niemców w Holokauście. Jak pamiętamy, wybuchła wówczas w Niemczech ogólnonarodowa dyskusja na temat odpowiedzialności całego narodu niemieckiego za okropieństwa II wojny światowej, dyskusja, która nie tylko podzieliła niemiecką opinię publiczną, lecz również zmieniła nastawienie młodego pokolenia wobec historii swego kraju. Drugą rzecz, na którą musi być przygotowany czytelnik książek Goldhagena, jest egocentryzm autora i jego przekonanie o własnej nieomylności. Pisząc swoje książki Goldhagen powołuje się na samego siebie, wychodząc z założenia, że każdy zna jego książki i ceni je jako opracowania historyczne. To właśnie poczucie nieomylności Goldhgena prowokuje czytelników do polemiki z Autorem. Nie może być to jednak polemika totalna. Ten, kto chciałby negować wszystko, co pisze Goldhagen obnażyłby swój populizm. Jak więc dyskutować z Goldhagenem? Sam Autor pozornie ułatwia to zadanie swoim czytelnikom. Już w pierwszych zdaniach Wieku ludobójstwa Autor nazwał ludobójstwem zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. Już w tym momencie czytelnik poczuje sprzeciw- przecież ta teza prowadzi do zanegowania sposobu prowadzenia wojny przeciw reżimowi III Rzeszy i daje argumenty tym, którzy z agresorów starają się uczynić ofiary. Jest to jednak wrażenie mylne. Po przeanalizowaniu bowiem XX wiecznego ludobójstwa, Autor sam zwraca uwagę na istotną różnicę- zrzucenie bomb miało zakończyć wojnę, a nie miało pozbawić życia jak największej ilości osób. To zamiar zamordowania określonej grupy ludzi mieszkającej na danym terenie, zamiar pozbycia się ludzi, którzy przeszkadzają innej grupie ludzkiej z powodów narodowych, religijnych, rasistowskich lub z innych powodów podyktowanych chorą ideologią jest warunkiem uznania danego czynu za ludobójstwo. Wróćmy jedna do tego, co w Wieku ludobójstwa jest szczególnie cenne. O wartości samej książki stanowi analiza podobieństw i różnic w XX wiecznym ludobójstwie. Autor wykazał się samozaparciem analizując zbrodniczość reżimów Stalina, przedstawicieli koreańskiej „dynastii” Kimów, japońskiego militaryzmu, wszystkich stron konfliktu bałkańskiego i wreszcie reżimu hitlerowskiego. Odrzucając popularną tezę, iż wykonawcy zbrodni zmuszani są przez okoliczności, Goldhagen analizuje sposób skłócania społeczności, odhumanizowania nie tylko jednostek ludzkich, ale i całych społeczności i dowodzi tym samym, że do masowych zbrodni dochodzi, gdy rządzący wraz z rządzonymi mają wspólny interes w przeprowadzeniu zbrodni. Wyimaginowane poczucie krzywdy lub zagrożenia, możliwość szybkiego wzbogacenia się na ofiarach to podstawowe motywy wszystkich brodni XX wiecznego ludobójstwa, które pochłonęły trzy razy więcej ofiar niż „normalne” konflikty militarne całego XX wieku.
Ale czy tylko zbrodniarze są winni? Czy społeczności międzynarodowe w imię suwerenności krajów, interesów gospodarczych lub politycznych, tolerujących ludobójstwo nie są współwinne zbrodni? Czy dziennikarze, którzy nie piętnują przywódców zbrodniczych reżimów nie stają się współwinni zbrodni? Czy ONZ, organizacja powołana do zapewnienia pokoju na świecie i niedopuszczenia do kolejnych zbrodni przeciw ludzkości spełnia swoje zadanie? Czy jej bezsilność możemy usprawiedliwić tym, że w jej radzie znalazły się państwa, które nie rozliczyły się z własną zbrodniczą przeszłością? Wreszcie czy my sami, bagatelizując pojawiające się nawoływania do mordowania z przyczyn religijno etnicznych nie popełniamy tego samego błędu, jaki popełnił cały świat po Nocy Kryształowej? Czy nie powinniśmy zmienić naszego nastawienia i zaprzestać kurtuazyjnego tytułowania zbrodniarzy mianem prezydenta, premiera, przywódcy i nie zacząć ich nazywać zbrodniarzami, mordercami czy ludobójcami? Czy nie powinniśmy odrzucić określenia „czystki etniczne” i mówić o „wojnach przeciw ludzkości”? Pytania te nadal są aktualne. Weszliśmy bowiem w XXI wiek z bagażem wieku XX. Zamach z 11 września, wojownicze zapowiedzi Iranu, wojna w Libii czy obecna w Syrii pokazują, że nadal nie wypracowaliśmy skutecznego reagowania na ludobójstwo.
Ale czy tylko zbrodniarze są winni? Czy społeczności międzynarodowe w imię suwerenności krajów, interesów gospodarczych lub politycznych, tolerujących ludobójstwo nie są współwinne zbrodni? Czy dziennikarze, którzy nie piętnują przywódców zbrodniczych reżimów nie stają się współwinni zbrodni? Czy ONZ, organizacja powołana do zapewnienia pokoju na świecie i niedopuszczenia do kolejnych zbrodni przeciw ludzkości spełnia swoje zadanie? Czy jej bezsilność możemy usprawiedliwić tym, że w jej radzie znalazły się państwa, które nie rozliczyły się z własną zbrodniczą przeszłością? Wreszcie czy my sami, bagatelizując pojawiające się nawoływania do mordowania z przyczyn religijno etnicznych nie popełniamy tego samego błędu, jaki popełnił cały świat po Nocy Kryształowej? Czy nie powinniśmy zmienić naszego nastawienia i zaprzestać kurtuazyjnego tytułowania zbrodniarzy mianem prezydenta, premiera, przywódcy i nie zacząć ich nazywać zbrodniarzami, mordercami czy ludobójcami? Czy nie powinniśmy odrzucić określenia „czystki etniczne” i mówić o „wojnach przeciw ludzkości”? Pytania te nadal są aktualne. Weszliśmy bowiem w XXI wiek z bagażem wieku XX. Zamach z 11 września, wojownicze zapowiedzi Iranu, wojna w Libii czy obecna w Syrii pokazują, że nadal nie wypracowaliśmy skutecznego reagowania na ludobójstwo.
