Któż z nas, skrzywdzony, nie marzył o zemście? Takiej krwawej, bezlitosnej. Skrzywdzeni osobiście, lub obserwujący krzywdę innych, myślą o tym jak ukarać winnych. A kiedy zarzucamy zemstę, choćby z powodu tej delikatnej powłoki cywilizacyjnej, jaka nam jszcze została, napawamy się nią, żałując, że nie wzięliśmy sprawy we własne ręce.
REKLAMA
Zwykły człowiek. Dzieciństwo, szkoła, praca, kobiety. Ot, nudne życie kryjące naturę bezwzględnego mściciela. Tak, narrator książki jest mordercą, jest czyścicielem świata z dokonanego zła, nie widząc w sobie kolejnego krzywdziciela. Ot, wytacza sprawiedliwość. Otrucie psa, gnębienie czy odbicie dziewczyny jest wystarczającym powodem do zemsty. Skrzywdzonemu bowiem zostało napawanie się krzywdą, użalanie się nad sobą lub wzięcie sprawy we własne ręce. Trudniejszym jest bowiem zamknięcie kolejnych rozdziałów swego życia i rozpoczęcie go na nowo. Piotr Ibrahim Kalwas dał swemu bohaterowi własną osobowość, zaopatrzył we własną tożsamość, własne upodobania powodując, iż mimowolnie dopasowujemy pięć dokonanych zbrodni do osoby Autora. I kłóci się nam ta książka z najbardziej chyba osobistym dziełem Kalwasa. To nie Tarika, rzecz o drodze, którą przebył w poszukiwaniu własnego ja, własnej tożsamości. To brudna i krwawa opowieść o tym, do czego zdolny jest człowiek, który został przyparty do muru, który nie potrafi znieść niesprawiedliwości świata. I nagle dociera do nas, że Kalwas nie pisze o sobie, że to uniwersalna książka o nas wszystkich, o naszym świecie pełnym ludzi słabych, a jednocześnie na tyle inteligentnych, iż są w stanie zaplanować przestępstwo prawie doskonałe. To portret ludzi, którzy żyją pragnieniem zemsty, celebrują rocznicę ich dokonania lub też jej porzucenia tak, jak celebruje się największe święta. Słowem, to wspaniale napisana opowieść o ludzkiej słabości, o zderzeniu się z tym kurewskim światem, który każdego dnia nas gnębi. Wreszcie to opowieść, która nie daje nam żadnej nadziei.
Bo jej po prostu nie ma.
