Jean-Christophe Rufin
Checkpoint
Jean-Christophe Rufin Checkpoint Noir sur Blanc

Checkpoint. Tego słowa nie trzeba przekładać na jakikolwiek język. Punkt kontrolny towarzyszący każdej wojnie. Bezpieczeństwo w tym miejscu, jak również długość czy dokładność kontroli zależy od inteligencji dowodzącego punktem. Takie właśnie punkty kontrolne mijają bohaterowie powieści Rufina.

REKLAMA
Bośnia 1995 roku, trwa trzeci rok wojny domowej. Z bogatej Francji rusza konwój z pomocą humanitarną. To jedyne, co społeczność międzynarodowa może zrobić. Pomagać i nie prowokować. O okropieństwach wojny chyba wszyscy słyszeli, ale to, co zmusi władców tego świata do zmiany polityki wobec trwającego konfliktu dopiero nastąpi. Masakra w Srebrenicy otworzy oczy tym, którzy sądzili, że do załagodzenia konfliktu wystarczą mosty humanitarne dostarczające lekarstwa i żywność. I w tej oto scenerii z Lyonu rusza konwój dwóch ciężarówek. Pięć osób, dwie pary kierowców i jeden mechanik, piątka przypadkowych ludzi, z których każdy wyrusza w drogę z ukrytym przed innymi celem. I chyba tylko dwie osoby wiedzą co tak naprawdę kryją paczki w konwoju. Szybko okazuje się, że nasza piątka nie może ufać zarówno otoczeniu, jak też sobie nawzajem. Ta nieufność sprowadza na grupę realne niebezpieczeństwo. Czytelnik instynktownie czuje, że ta historia nie może skończyć się dobrze.
Tak. To efekt swoistego kaca, który towarzyszy zachodnim społeczeństwom od czasu, kiedy przeliczono ofiary konfliktu na Bałkanach. Wystarczył jeden radykalny krok, by zahamować eskalację konfliktu, a w konsekwencji doprowadzić do zawarcia, kruchego wprawdzie, ale jednak pokoju. Na zawsze chyba w pamięci Bośniaków pozostanie tchórzliwa podłość holenderskich żołnierzy, którzy pozostawili na pastwę morderców mieszkańców Srebrenicy. W świetle tego tchórzostwa, uznanego po latach przez haski Trybunał, jako współodpowiedzialność za zbrodnię ludobójstwa, rozumiemy dobrze postawę francuskiego żołnierza, członka konwoju, który miał odwagę powiedzieć zwykle i twarde „nie”.
Oby każdy z nas, w godzinie próby, potrafił ją też w sobie wykrzesać.