Artur Domosławski
Wygnaniec. 21 scen z życia Zygmunta Baumana
Artur Domosławski Wygnaniec. 21 scen z życia Zygmunta Baumana Wydawnictwo Wielka Litera

Innego życia mieć nie mogłem. Te słowa dobitnie pokazują, że nie zawsze jesteśmy kowalami własnego losu. Czasem warunki, czy przypadek, decydują za nas. Ważne, byśmy to rozumieli i nauczyli się tego, że nie zawsze świat jest czarno biały.

REKLAMA
Zygmunt Bauman, nazwany przed kilkoma laty współczesnym Platonem, był naukowcem uznanym na całym świecie. Wszędzie o Baumanie mówiono z atencją, jako o naukowcu, z którym można się zgadzać lub nie, ale warto zapoznać się z jego osądem świata. Bauman uwierał wielu możnych tego świata, bowiem do polemiki z jego osądami potrzebna była niepospolita inteligencja. Bauman jawił się jako arcymistrz szachowy, którego nie lubią, ale szanują jego mniej uzdolnieni przeciwnicy. Wszędzie z wyjątkiem Polski. Nie znaczy to oczywiście, że polscy adwersarze Baumana dorównywali mu, albo przewyższali intelektem. Miernoty często do tłumaczenia świata używają słowa klucza, w przypadku zaś Baumana, słowem tym był jego stopień wojskowy. „Major Bauman” nosił charakter stygmatu, który doskonale zastępował wszelkie logiczne argumenty. I ten stygmat, w połączeniu z rykiem czy tupaniem nóg pozwalał na prymitywną, ale jakże skuteczną „debatę”. Nie po raz pierwszy argument siły góruje nad siłą argumentów.
Tak, osoba Zygmunta Baumana uwiera i uwierać będzie. Wielokrotnie wyrzucany, w tym z komunistycznej armii, potrafił pozostać sobą. Jakże rzadka to cecha we współczesnym świecie, w którym egzotyczne volty w polityce przestają kogokolwiek dziwić. W takim świecie osoba o jasno sprecyzowanych poglądach, osoba, która potrafi bronić swoich racji nie krzykiem czy pięściami, ale logicznymi argumentami, musi uwierać. W dodatku świadomość, że nadchodzą czasy, w których honor, inteligencja i gotowość do obrony własnego zdania, obrony dzięki sile argumentów, znowu będą w cenie, a lewactwo oznaczać będzie nie obelgę, ale umiłowanie wolności własnej oraz cudzej i przyjazne nastawienie do świata.
Wróćmy jednak do samej książki. Artur Domosławski zaskakuje. Pisząc biografię nie stanął na stanowisku oskarżyciela czy obrońcy swego bohatera, ale kogoś, kto dzięki poznaniu jego życia, stara się zrozumieć wybory i motywacje. I właśnie tak napisana biografia będzie też uwierać. Jak tu polemizować z kimś, kto nie feruje wyroków? Wykorzystać taką biografię częściowo do ataków też nie wchodzi w grę. Jak tu bowiem, bez samo ośmieszenia, cytować taką książkę wybiórczo? Pewnie więc sama książka nie wywoła ogólnonarodowej dyskusji o Baumanie, pokrzywionych polskich losach z lat czterdziestych XX wieku, czy o tym, że podle jest pisać historię na nowo. Bauman zaś pozostanie dla jednych wybitnym intelektualistą, dla innych zaś lewakiem i sługą PRL-u.
Smutne to.