Katarzyna Tubylewicz
Samotny jak Szwed
Katarzyna Tubylewicz Samotny jak Szwed Wielka Litera

Maciej Zaręba Bielawski, znakomity dziennikarz i publicysta mieszkający na stałe w Szwecji, opowiedział kiedyś anegdotkę. Rzecz miała miejsce na jednej z wysp archipelagu sztokholmskiego. Większość domów na tej wyspie należała do ludzi, którzy na stałe mieszkali w stolicy kraju, tylko dwa domy były zamieszkane przez okrągły rok. Właściciele tych domów od czterdziestu lat mijali się na polach, kupowali żywność w jedynym sklepiku, ale nigdy, ale to nigdy nie zaprosili się do swych domów. Szwedzi szanują swoją prywatność, nie dostrzegając, że ich życie jest samotne.

REKLAMA
Dla nas samotność jest dopustem bożym. Obawiamy się jej, nie dostrzegając, że może być ona swoistą filozofią życia. Nie dochodzi do nas bowiem, że jest cały wachlarz rodzajów samotności. Samotny jak Szwed, czy samotny jak mieszkaniec Szwecji? Takie pytanie należy sobie postawić przed przystąpieniem do lektury. Katarzyna Tubylewicz pisząc o szwedzkiej samotności postanowiła zasięgnąć opinii tych, którzy codziennie jej doświadczają i tych, którzy poznali ją uczestnicząc lub tworząc szwedzką rzeczywistość kulturową. Pisarze, naukowcy, lekarze czy specjaliści od medycyny niekonwencjonalnej. Jacy są więc mieszkańcy Szwecji? Cierpiący na samotność czy jej doświadczający? Czy między tymi biegunami są jakieś inne odcienie szarości? A może doświadczenie samotności jest po prostu sposobem na to, by być sobą, skupić się na własnym wnętrzu? Dystans społeczny, niewymuszony, wynikający z charakteru narodowego, pozwoliła Szwedom na dość łagodne restrykcje w dobie covid-19. Szwedzka samotność na coś więc się chyba przydała?
Może więc powinniśmy, wzorem Szwedów, nauczyć się doświadczać samotności, wchodzić we własne wnętrze, by potem, będąc wzmocnionym, cieszyć się towarzystwem przyjaciół? To przecież może nas wszystkich wzbogacić.