
Wieść niesie, że został pobity za opublikowanie znakomitej Kariery Nikodema Dyzmy. Publicysta, pisarz, scenarzysta. Tadeusz Dołęga Mostowicz. Parweniusz z rodowodem.
REKLAMA
Zwykł mawiać, że woli buicka od pomnika. Każdy, kto w wyniku wojny stracił wszystko i nie miał żadnych widoków nie tylko na odbudowanie, ale nawet na zapewnienie sobie podstaw najskromniejszej egzystencji, potrafi zrozumieć ten głód materialnego sukcesu. Początki jego kariery były raczej skromne. Karierę w dziennikarstwie zawdzięczał protekcji, szybko jednak okazało się, że posiadał zdolność oceny bieżącej sytuacji i dość kąśliwy język. Właśnie te przymioty miały być przyczyną porwania, a następnie pobicia dziennikarza. W rzeczywistości zdolny, ale niezbyt jeszcze znany Mostowicz został wybrany z powodu wieku i kondycji fizycznej. Porywaczom nie chodziło o zamordowanie dziennikarza, ale zastraszenie jego kolegów po fachu. Ci jednak nie tylko nie dali się zastraszyć, ale ponad podziałami politycznymi, wyrazili solidarność z poszkodowanym i oburzenie wobec stosowania terrorystycznych metod walki politycznej. Gdzież te czasy, kiedy przyzwoitość nie przegrywała z politycznymi sympatiami?
Pisanie biografii Mostowicza było niezmiernie trudne. Wprawdzie był on osobą niezwykle towarzyską, niemniej jednak szanował swą prywatność, przez co pisanie o nim przypominało dziennikarstwo śledcze, co widać z każdego zdania tej książki. Przez to właśnie lektura jest pasjonująca. Odkrywamy tajemnice Parweniusza równolegle z Jarosławem Górskim. Odgadujemy jego motywacje, odkłamujemy wszelkie o nim legendy i mity, którymi obrosła jego historia. Zaiste, życie Mostowicza odbija się w jego twórczości. Obserwacje i własne doświadczenia pozwoliły mu wykreować postacie Dyzmy czy Znachora. Sukces został mu dany i nie wiemy, czy nie zasłużyłby na pomnik, gdyby nie wybuch wojny i jego śmierć, gdzieś na przyczółku rumuńskim.
A szkoda.
