Antoni Pawlak
Niespodziewany koniec świata
Antoni Pawlak Niespodziewany koniec świata Wielka Litera

"Zresztą nie dość, żeście rozpierdolili taki piękny mit, to jeszcze rozpierdalacie kraj. Teraz właśnie go rozpierdalacie. Od kilku lat. Nie rozumiem, jak to wam się udało, ale konsekwentnie robicie z Polski kraj faszystowski...."

REKLAMA
Kiedy czytałem najnowszą książkę Antoniego Pawlaka przypomniała mi się scena z pewnego holenderskiego filmu. Była w nim scena pokazująca wstęp do akcji holenderskiego podziemia. Konspiratorzy przygotowali broń i wznieśli toast za królową Wilhelminę. Tylko jeden z nich odmówił wypicia, co spotkało się z dezaprobatą reszty. Po kilku godzinach te różnice między monarchistami, demokratami i komunistą przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Wszyscy ramię w ramię walczyli za swój kraj, swoich współobywateli i za samych siebie. Nie wiem czy ta sytuacja zdarzyła się naprawdę, wiem, że w naszej rzeczywistości, zarówno tej dzisiejszej jak i sprzed lat, nie byłaby możliwa. Wróćmy jednak do samej książki. To opowieść rozliczająca pokolenie, które obaliło komunę, by potem zmarnować zdobytą demokrację, to książka o przyjaźni i trudnych wyborach, o przypadkach, które rządzą naszym życiem, wreszcie o naszej kochanej polskiej mentalności.
Zacznijmy jednak od początku. Trójka przyjaciół dorasta w powojennym Gdańsku. Razem w szkole, na boisku i przy tanich winach. Razem podrywają dziewczyny, zdobywają pierwsze męskie doświadczenia i wstępują do partyjnej przybudówki. Nie ma w nich jednak idealizmu, po prostu wydaje im się, że oto stoi przed nimi jakaś nowa męska przygoda, kiedy poznają czym jest ZMS, jest za późno by się bezpiecznie wywinąć z komunistycznej drogi. Po kilku latach ich drogi się rozchodzą. Aktywista partyjny i dwójka opozycjonistów. A raczej aktywista partyjny, opozycjonista i zmuszony do współpracy agent SB. Tu mogłoby się wydawać, że ta opowieść staje się kolejną wersją Naszej klasy Jacka Kaczmarskiego, jednak to tylko pozory. Wprawdzie historia zatacza koła wokół wydarzeń z najnowszej historii Polski, jednak nie ma w niej moralizatorstwa, no może poza finałową rozmową trójki przyjaciół, a nawet ta nie zawiera diagnozy tego, co pokolenia wchodzące w życie po 1989 roku zrobiło źle, dlaczego teraz odrzucamy z całą konsekwencją swobody demokratyczne. Dlaczego za okruszek plus wchodzimy do pozłacanej klatki, nie widząc, że tak naprawdę pokryta jest ona tylko łuszczącą się farbą. I to właśnie jest najsłabszą stroną tej książki. A przecież zaniedbaliśmy to, co najważniejsze. Zaniedbaliśmy rzetelną edukację młodego pokolenia. Zamiast kultu pracy, dążenia do wspólnego celu, rozumienia podstawowych procesów ekonomicznych i społecznych, wychowaliśmy pokolenie roszczeniowe, poddanego kultowi złotego cielca, pokolenia podobnego do rosyjskiego mużyka, który na pytanie o decyzje, które by podjął jako car Rusi, odrzekł, że wziąłby pięć rubli i odszedł. Nie dziwmy się więc, że mamy ludzi, których można kupić za socjalne świadczenia i wmówić im, że inni chcą je odebrać. Tak, winne jest pokolenie tych, którzy dobrze pamiętają sławne słowa z czerwca 1989 roku o upadku komuny. To my pozwoliliśmy, by teraz powoli wracała.
Uderzmy się więc w pierś.