
Tyle już przeczytałem relacji z czasów zagłady, że powinienem mieć już dość tego tematu. A jednak czytam te historie dociekając czy istniała recepta na ratunek. I za każdym razem przekonywałem się, że to tylko cud, lub tylko splot szczęśliwych okoliczności. I tak właśnie było w przypadku Tivadara Sorosa.
REKLAMA
Tak, to nazwisko jest chyba nam wszystkim znane. Autor wspomnień to ojciec George`a Sorosa, węgierski Żyd, adwokat, weteran I wojny światowej, człowiek pełen optymizmu, człowiek, który nie przywiązywał uwagi do dóbr materialnych wiedząc, że najważniejsze jest życie. W swojej spisanej w esperanto relacji, opisał zarówno ostatni rok II wojny światowej, historię niemieckiej okupacji Węgier, jak i wcześniejsze doświadczenia Autora, które ukształtowały go jako człowieka i przyszłego bohatera, który nie tylko wygrał osobistą wojnę z Hitlerem, wojnę o własne życie i życie najbliższych, ale i pomógł wielu znajomym, ludziom, którzy podobnie jak i on byli skazani na śmierć. w tej książce nie znajdziemy opisów okropieństw, los oszczędził Sorosom widoku ram obozowych i bestialstwa w nim panującego, jednak czytelnik, z tyłu głowy, ma świadomość, co stało się udziałem tych, któ®zy uwierzyli w obietnice pracy lub nie byli zdolni porzucić swe dotychczasowe, mniej lub bardziej wygodne, życie.
Tak, ta książka jest dokumentem. Spisanym w taki sposób, w jaki lata okupacji zapamiętał Soros, spisana bez ubarwień, bez redakcji tekstu i w taki sposób przetłumaczona i wydana. A przez to jest tak prawdziwa, tak chwytająca za serce. I gniew członka ogarnia, kiedy dziś widzi ludzi podnoszących prawą dłoń w geście nazywanym „rzymski pozdrowieniem”. Ten gest jest bowiem splunięciem na groby ofiar, które miały być już ostatnie, których śmierć kazała przypuszczać, że cywilizowany człowiek nie tylko już nie dopuści się masowych mordów, ale nie pomyśli o nazistowskim pozdrowieniu.
