
Brutalne zabójstwo młodej Niemki w okolicach Timisoary stawia na nogi rumuńską policję. Przed komisarzem Ioanem Cozmą stoi trudne zadanie szybkiego zakończenia śledztwa.
REKLAMA
Kryminał? Tak, mamy wątek zbrodni, śledztwa, jest też klasyczna już postać zmęczonego gliniarza, mężczyzny doświadczonego życiem, samotnika, który wierzy w zasady, jest samotnikiem i człowiekiem doświadczonym przez okrutny los. Jest też wyjaśnienie tajemnicy, gwałtowny zwrot akcji i nieco bondowskie sceny. A jednak Oliver Bottini nie napisał czytadła, które będzie nam skracało monotonię plażowania. W książce tej najbardziej istotna jest sceneria i problemy współczesnego świata. Mamy bowiem rok 2014, rzecz dzieje się w krajach, gdzie jeszcze niedawno panował ustrój powszechnego szczęścia i dobrobytu mas pracujących, środki produkcji należały do ogółu, a wartość człowieka zależała od tego, co mógł ofiarować społeczeństwu. Upadek systemu nie oznaczał jednak przywrócenia, choćby w stosunkach własnościowych, poprzedniego stanu rzeczy. W czasie burzy bowiem męty zawsze wypływają na powierzchnię, wyczuwając swoje pięć minut. Powstały z nich nowe elity, bezwzględne i cyniczne. Wykorzystując dobrodziejstwa globalizacji mnożyły swoje bogactwa wzbudzając tym niezadowolenie ogółu. I ten cały proces naszkicowany przez Autora jest scenerią zbrodni. Szkoda tylko, że szkic ten nie został dokończony. Niezadowolenie i poczucie krzywdy jest pożywką dla ekstremizmów, dla poszukiwania łatwo identyfikowanego wroga, obcego, czy to pracownika czy posiadacza ziemi, myślącego i żyjącego inaczej, wreszcie tego, który ma choć trochę więcej niż ogół. To zakończenie uczyniłoby z książki groźne memento, które na naszych oczach powoli się urealnia.
A właśnie tego powinniśmy obawiać się najbardziej.
