
W życiu każdego z nas następuje chwila, w której trzeba zdefiniować się na nowo. Poskładać z przeszłości i teraźniejszości, z pogodzić z porażkami, zrozumieć meandry historii, dzięki której osoby spokrewnione wydają się być tak różne od nas, że wręcz obce.
REKLAMA
Meandrów w historii rodziny Andy Rotenberg było tak wiele, że obdzielić by nimi można dziesięć innych rodzin. Różne religie, narodowości i tradycje były kwestią nie wyboru, lecz przypadku. Cóż, XX wiek rzucił na daleką Syberię jej ojca, gdzie ten poznał naznaczoną piekłem Leningradu przyszłą matkę naszej bohaterki. Wiek XX zażartował sobie z reszty rodziny - Anda Rotenberg ma krewnych zarówno w Rosji, jak i Zurychu. Nie jest to jednak tylko rodzinna opowieść, to przede wszystkim wiwisekcja własnego życia. Obok spuścizny po przodkach jest też opisem tych chwil szczęścia i chwil bólu, chwil związanych z własnym synem. Jest więc ta książka swoistą autoterapią, spisanymi słowami, które chciałoby się wykrzyczeć na całe gardło, zamknąć usta tym, którzy krytykują, atakują lub choćby chcą wyrzucić naszą bohaterkę poza margines. Każdy z nas bowiem ma własną granicę, granicę wytrzymałości, po której rodzi się pokusa, by na to wszystko co nas dotyka odpowiedzieć agresją. Zrozumiemy to czytając te najbardziej osobiste zapiski Autorki. To swoisty gejzer emocjonalny, który wywołuje u czytającego wdzięczność za to, że los był dla niego o wiele bardziej łaskawy.
Ale przede wszystkim ta książka jest pokazaniem środkowego palca wszystkim uznającym się za lepszych, za bardziej godnych, tych wszystkich „prawdziwych Polaków”, dla których satysfakcją jest znalezienie oponenta na liście „wrogów narodu” i tych, którzy swego czasu werbalnie wysyłali Autorkę do „ziemi jej przodków”. To na nowo powiedziane tuwimowskie słowa o polskości i własnej tożsamości.
Warto przeczytać.
