Martin Kohan
Dwa razy czerwiec
Martin Kohan Dwa razy czerwiec Wydawnictwo Filtry

Zbrodnia, wina, współudział. Te granice stają się płynne w czasach, gdy zwykła przyzwoitość wymaga aktu heroizmu. Takie czasy są nienormalne, nawet granica między ofiarą, świadkiem i katem też jest płynna.

REKLAMA
Guerra sucia. Brudna wojna, tak właśnie określa się okres junty wojskowej, dyktatury generała Jorge Videli. Wojna z narodem, w której życie straciło około 30 tysięcy ludzi. Nielegalne aresztowania, tortury, morderstwa były w tych czasach codziennością, a winni tych zbrodni nie zostali do końca rozliczeni. O charakterze ran, które tkwią w społeczeństwie argentyńskim świadczy choćby sztuka Ariela Dorfmana Śmierć i dziewczyna, znakomicie przeniesiona na ekran kinowy przez Romana Polańskiego. Jeszcze więcej zrozumiemy czytając tę niepozorną książkę Martina Kohana.
Bohaterem, a jednocześnie narratorem historii jest młody żołnierz, kierowca lekarza wojskowego. Każdy, kto odbył służbę wojskową wie, że funkcja kierowcy jest chyba najlepszą z możliwych fuch. Niestety i kierowca bywa często świadkiem zbrodni. Jedna, składająca się z jednego, przerażającego zdania, notatka uruchamia lawinę wydarzeń jednej nocy. Chłopak staje się świadkiem kłótni przedstawicieli zawodu zaufania społecznego, ludzi, których umiejętności ratowania życia wykorzystywane zostały dla zadawania bólu w sposób uniemożliwiający zgon ofiary. Nasz bohater wie, że jest świadkiem zła, nie jest w stanie się jemu przeciwstawić, ani też w sposób najmniej zagrażający jego bezpieczeństwu, pomóc błagającej ofierze. Pozycja świadka jest wygodna, ale czy słuszna? Lekarz jest katem, który gotowy jest popełnić zbrodnię, o ile ta jest uzasadniona z medycznego punktu widzenia. Tak naprawdę to prawie do końca książki potępiamy go, jest synonimem zła wcielonego, ale czy mamy rację? I wreszcie jedna z ofiar, ta, która powinna być wdzięczna, ale zachowuje milczenie, jakby nie tylko odcinała się od otoczenia, ale też, z irracjonalnego powodu bala się ujawnić przed światem. W tej opowieści nic nie jest pewne, z wyjątkiem stale sączącej się grozy, ledwie odczuwalnej, ale kumulującej się w świadomości czytelnika. To mistrzowskie prowadzenie narracji czyni z tej cienkiej książki dzieło wielki i jakże ważne dla nas wszystkich. Pod koniec lektury oddychamy z ulgą, ale czujemy niedosyt . Zło nie zostało ukarane i to nas boli najbardziej.
Zupełnie jak w życiu