
Dobry podróżnik nie ma ustalonych planów, i niekoniecznie zależy mu na dotarciu do konkretnego celu. – Lao Tzu
REKLAMA
Znacie tego wariata? To on postanowił przezimować na Syberii i w mroźną zimę przemierzyć starym radzieckim motocyklem trasę wycofującej się spod Moskwy armii Napoleona. Oczywiście, to Sylvian Tesson. Jeśli zechcecie mu wmówić, że coś jest ponad ludzkie siły, to ten człowiek powie zapewne : chłopcze, odstaw moje cygaro i patrz. Tym razem, w temperaturze -30 stopni Celsjusza i na wysokości 5 tysięcy metrów, tropił śnieżną panterę. W tej wyprawie chodziło o zdobycie rzadkiego trofeum- zdjęcia tego rzadkiego drapieżnika.
Nietrudno się domyśleć, że tego typu wyprawa jest trudna, dni są podobne i ciężkie do zniesienia. Codzienność składa się z czynności prostych- przygotowanie bagażu, wędrówka, znalezienie kolejnego miejsca na nocleg, rozbicie obozowiska, kolacja, ogląd terenu w poszukiwaniu śladów drapieżnika. Brak tu miejsca na niesamowite przygody, jest za to możliwość wejrzenia w samego siebie i konfrontacji naszego zniszczonego świata, z przecudną bielą wysokich gór. I mam tu problem, ta książka jest właściwie o niczym, składa się z filozoficznych dywagacji Autora, podobnych do tych z Podróży z Herodotem. Cóż o takiej książce napisać, oprócz tego, ze mimo wolnej akcji, czyta się ją z rosnącym zainteresowaniem, a fakt, iż zamierzony przez podróżników cel nie został osiągnięty, wcale nie zmienia piorunującego wrażenia z lektury?
Bo osiągnięcie celu powoduje powstanie pustki, prawda?
