
Czytasz utwory ulubionego pisarza i zastanawiasz się, co tak naprawdę miało wpływ na jego dzieła. Analizujesz jego przeżycia, życie wewnętrzne, ale nigdy tak naprawdę nie przyjdzie ci do głowy, by zastanowić się nad wpływem najbliższego otoczenia. Choćby prozaicznego widoku z okna.
REKLAMA
Marzena Mróz-Bajon postanowiła wybrać się śladami domów nieżyjących już pisarzy, by uzupełnić lukę w naszej wiedzy. I trzeba przyznać, że wybór pisarzy, których śladem postanowiła podążyć, jest imponujący. Miłosz, Marquez, Faulkner, Capote, Bułhakow, Hemingway, Pound, Llosa czy Mann. Każdy z nas znajdzie coś dla siebie. Oczywiście wytrawny znawca literatury może być nieco znużony lekturą tej książki, jednak któż z nas szczyci się profesurą w tej dziedzinie? Przejdźmy do samej książki. Przyznać należy, że robi wrażenie wysiłek jaki Autorka włożyła w zbieranie informacji. Dzięki niemu możemy nie tylko wizualizować sobie odwiedzone miejsca, w czym oczywiście pomogą liczne fotografie, ale też przypomnieć sobie postacie pisarzy. Mamy więc swoiste korepetycje z historii światowej literatury, co jest wartością samą w sobie, jednak w tym wspaniałym cieście nie brak niestety zakalca. Oto Autorka popełnia grzech niewybaczalny. Mając bowiem siedemnastu tuzów pióra, do swojej książki dołożyła kolejnego, siebie, przez co książka zaczyna irytować.
Miła Pani- obok Marka Aureliusza?
