
Dom uciech, burdel, agencja towarzyska. Emma Becker mówi o tym miejscu pieszczotliwie Dom. Jeśli pomyślimy o osamotnieniu mieszkającej w Berlinie Francuzki przyjdzie nam do głowy nieco przewrotna myśl, że tytułowy Dom zastępował Autorce rodzinę, przyjaciół i dawał coś, co zwykliśmy nazywać poczuciem bezpieczeństwa. Czy tak jednak było naprawdę.
REKLAMA
Przyznam, że od początku lektury miałem z tą książką problem. Pewnie instynktownie szukałem w niej analogii do Jamy Kuprina i byłem zawiedziony brakiem jakichkolwiek odniesień. Kobiety decydujące się na wykonywanie zawodu z wyboru, traktując obowiązki jako mniej lub bardziej przykrą konieczność. Autorka badająca zagadnienie kobiecego pożądania, szybko obala tezę, jakoby kobiety wykonujące „najstarszy zawód świata” pozbawione są pragnienia miłości, bliskości, czułości. Zdają sobie jednak sprawę, iż nie znajdą ich u swoich klientów. Odwrotnie, to oni, w sposób żałosny, szukają u nich namiastek wyższych doznań. Zakochany klient jest nie tylko śmieszny, ale i groźny, jak ten, który nie potrafi opanować sadystycznych skłonności. Świat, do którego wprowadza nas Becker, jest podzielony na pracę i życie prywatne, dwie, wzajemnie wykluczające się połowy. Kluczem do zrozumienia tego świata, jest uświadomienie sobie prostego faktu. Mężczyzna grający macho, mężczyzna pokazujący natarczywie swe pragnienia, żądze i narzucający swoją wolę będzie zawsze wyglądać żałośnie w oczach kobiety, a jeśli odrzucony odpowie agresją, staje się dla niej zagrożeniem. I chyba właśnie dlatego dzisiejszy świat jest pełny samotnych ludzi, rozpaczliwie szukających ciepła i bezpieczeństwa, ludzi, mylących seks z bliskością, a pożądanie z miłością.
A to potrafi jeszcze bardziej obniżyć naszą wiarę w przyszłość.
